Zawsze, gdy trafiam na artykuł poświęcony modernizacji jakiegoś starego budynku, to momentalnie robi mi się gorąco-zimno-gorąco, bo boję się efektu takich prac. Boję się tego, że ów budynek, zbudowany w innych czasach nie będzie dość dobry dla właściciela, aby ten zachował jego pierwotny charakter. Często ludziom brakuje szacunku i zrozumienia dla dawnego budownictwa co niekiedy prowadzi do masakry.

Dom, który chciałbym Wam dziś pokazać został zbudowany ok w 1900 roku w Sydney i jest typowym, podmiejskim domem jednorodzinnym jakie stawiało się w Australii. Prace obejmowały gruntowną modernizację wnętrza, przekształcenie funkcji pomieszczeń, wymianę dachu oraz dobudowę dodatkowych pomieszczeń.

Zobaczmy jak to się prezentuje.

No cóż – z ulicy jest zwyczajnie. Ładnie, urokliwie, ale zwyczajnie. Zestawienie cegły, bieli, zieleni i pudrowego błękitu należy do jednego z bezpieczniejszych oraz pewniejszych połączeń. Klasyka zawsze się broni.

Po wejściu możemy domyślić się jak wiele pracy zostało tu wykonane.

Bardzo mi się podoba połączenie oryginalnej, drewnianej podłogi z betonową wylewką oraz nowoczesne meble, które zostały w tym salonie wstawione. Nie ma silenia się na „styl starodawny” (dżizas, jak to okropnie brzmi) czy inne prowansalskie cuda, tylko unowocześniono tę przestrzeń od A do Z.

Bardzo przykuwają uwagę schody oraz to, jak zostały wykonane. Wyczytałem, że drewno, które zostało tu wykorzystane pochodzi z recyklingu – nie wiem jak Wy, ale ja szanuję dbałość o takie aspekty. Sądzę, że estetyka tych schodów – choć szalenie nowoczesna – jest naprawdę ponadczasowa i będzie się godnie prezentować w przyszłości.

W tle widzimy kuchnię i drugi salon, ale najpierw zobaczmy co znajduje się na piętrze.

Stare domy często mają specyficzny układ, który czasem wymusza dość ciekawe zjawiska przestrzenne. W tym przypadku jest to ta wnęka, gdzie stoi biurko, czy choćby to małe okienko obok (z pewnością świeżo wykonanego) okna dachowego. Wygląda to nieco cudacznie, ale ma swój urok!

Popatrzcie jak sprytnie wykorzystano przestrzeń pod skosami wstawiając tam szafki na wymiar. Dzięki nim udało się nieco te skosy zamaskować, optycznie podwyższyć pomieszczenie oraz odzyskać przestrzeń na przechowywanie różnych rzeczy.

Mam nieodparte poczucie, że łazienka została potraktowana po macoszemu i zrobiona na „odwal się”. Połączenie białych płytek na ścianach z ceglanymi płytkami rozdzielonymi białymi fugami daje bardzo niesmaczny i tani efekt.

Mówiąc tu o „tanim” efekcie mam na myśli tę tendencyjność wykończenia i jakieś takie rozczarowanie całością. Przynajmniej ja to tak odbieram, a jak Wy to postrzegacie?

Patrzę na tę sypialnię i natychmiast mi się przypomina mój zimowy wyjazd na Gran Canarię, gdzie miałem niemalże identyczny widok z okna. Jak ktoś przegapił to zapraszam do -> wpisu z Gran Canarii. Kto z Was by tak nie chciał?! <3

Bardzo mi się ta sypialnia podoba, jest jasna, pełna naturalnego światła, minimalistyczna, w pewnym sensie skromna, ale nic jej nie brakuje. Jedynie co, to zastanawiają mnie te kratki (?) pod sufitem, nad szafami – trochę zaburzają estetykę tego wnętrza.

Zejdźmy na dół i zobaczmy co tam w kuchni słychać…

W pierwszej chwili miałem bardzo duże wrażenie, że ta kuchnia jest niezbyt dobrze przemyślana, bo jest w niej dość mało miejsca do przechowywania. Jednak potem sobie uświadomiłem, że najpewniej są jeszcze jakieś szafki pod wyspą oraz mamy jeszcze szafki w zabudowie po prawej stronie!

Można tam przechowywać mniej istotne rzeczy, czy rzadziej używane składniki, a przy sobie mieć tylko to co najbardziej konieczne. W ogóle popatrzcie, gdzie jest piekarnik – jest na uboczu. Bo po co nam tuż pod nosem? Przecież i tak używamy go dość rzadko, a jak już używamy, to nie zaglądamy do niego co chwilę, więc nie musi być na wyciągnięcie ręki.

Mam sporo wątpliwości co do tej przestrzeni. Poza jadalnią mamy tu też…drugi salon. I to z telewizorem. Nie uważam, że to jest dobre, gdyż sprzyja podziałowi domowników, nie integruje ich, zachęca do oddalania się od siebie i izolacji.

Jedni siedzą w jednym salonie, a drudzy w drugim i oglądają telewizję. Można się doszukać zalet takiego rozwiązania – np. gdy ktoś ogląda telewizor, a ktoś inny nie ma ochoty, to może sobie usiąść obok i ma trochę spokoju. Jednak, mimo wszystko –  jestem na NIE.

Nie lubię światła punktowego jako głównego oświetlenia. Kojarzy mi się to ze sklepami i sceną, gdzie trzeba coś zaprezentować, wyeksponować. Wolę światło miękkie i rozproszone, takie które koi i wycisza.

W domu nie powinniśmy czuć się jak na wystawie. 

Oczywiście nie mam nic przeciwko oświetleniu punktowemu w jakimś jednym miejscu, np. nad wyspą kuchenną, czy stołem w jadalni. W takich miejscach to i ma sens i niczemu nie przeszkadza.

Fajne są te krzesła przy stole jadalnianym. Ktoś z Was je może kojarzy? Jakiś projektant, marka?

Od strony ogrodu ten dom w ogóle nie przypomina tego co widzieliśmy od ulicy. Prawdę mówiąc nie jestem fanem tego typu architektury i średnio mi się to podoba, ale za to od środka jest okej. Dobrze współgra z wnętrzem, a to też jest bardzo ważne.


 Zdjęcia użyte za pisemnym pozwoleniem ich autora, Murraya Fredericksa ->

link do strony fotografa


Mi ten dom całkiem się spodobał. Uważam go za ciekawy przykład udanej modernizacji i dostosowania do współczesnych wymagań starego budynku z poszanowaniem jego charakteru i struktury. Mimo naprawdę drastycznych zmian.

Dajcie znać w komentarzach co Wy o tym myślicie i użyjcie przycisków pod spodem, aby udostępnić ten wpis swoim znajomym!


Facebook <- codziennie inspiracje wnętrzarskie

Instagram <- zdjęcia pięknych secesyjnych i klasycystycznych kamienic z Poznania.

Chcesz mi coś napisać? Pisz!   janek@soczekpomaranczowy.pl