SIGNAL Festival 2017 w Pradze | RELACJA

W pierwszy weekend października pojechaliśmy z rodziną do Pragi na SIGNAL Festival. Ja, prawdę mówiąc nigdy wcześniej nie słyszałem o tej imprezie, ale moja mama – jak zwykle – czujnie nadstawia ucha i oka, gdy mowa o ciekawych wydarzeniach i wyłapuje to co mi umyka. Uznała, że warto by było pojechać, no to pojechaliśmy!

Nie słyszałem nigdy o tym festiwalu, ale za to o Pradze słyszałem mnóstwo i strasznie się cieszyłem perspektywą tego wyjazdu – to była moja pierwsza wizyta w tym mieście! Dobrze wiecie, że uwielbiam stare miasta, stare budynki i ogólnie architekturę, także już pewnie sobie wyobrażacie jaki byłem podekscytowany perspektywą zwiedzania i robienia fotek na Instagram.

– Hola, hola – pewnie zaraz zawołacie – Janek, ale Ty powiedz co to w ogóle jest ten SIGNAL Festival?

 

SIGNAL Festival
3D videomapping autorstwa Filipa Rocy z Barcelony. Wybuchy, pękające szkło, zaginanie czasoprzestrzeni, wypełzające monstra i takie tam. Wszystko oczywiście w okularach 3D. fot. SoczekPomaranczowy.pl

Otóż jest to największy festiwal światła w Czechach (w zeszłym roku liczbę odwiedzających oszacowano na blisko 600 tysięcy! Jeszcze nie dostałem informacji prasowej z szacunkami na ten rok, ale można liczyć, że ta bariera zostanie przekroczona) i najważniejsza organizacja wspierająca czeską sztukę nowoczesną. W tym roku wydarzenie to odbyło się po raz piąty i z tej okazji rozstało rozszerzone na dwie trasy zwiedzania, w dwóch dzielnicach miasta – na Starym Mieście i Vinohradach. Artyści zaangażowani w tworzenie programu pochodzą w większości z Czech, ale było kilku zagranicznych – np. z Niemiec, Kanady, czy Japonii.

Dyrektor całej tej imprezy, Martin Pošta tłumaczy, że misją festiwalu jest zapoznanie widzów z Pragą poprzez sztukę. Sztuka w postaci instalacji świetlnych, czy videomappingu ma oprowadzać widzów po znanych i nieznanych miejscach Pragi, ma zapraszać do wnętrz niebanalnych galerii, opuszczonych budynków, czy też tych będących w dalszym ciągu użytkowanych, ale przede wszystkim na ulice. Ma oswajać nas z monumentalną architekturą i równocześnie uwrażliwiać na to, czego byśmy nie zauważyli, a co podkreśliło światło.

SIGNAL Festival
Falujące noeony napędzające stojące obok organy – wszystko w otoczeniu barokowych sztukaterii i złoconego żyrandolu. Instalację stworzył Robyn Moody z Kanady. fot. SoczekPomarańczowy.pl

Sądzę, że udało się to świetnie. 

…choć oboje moi rodzice zgodnie stwierdzili, że są lekko rozczarowani. Liczyli na bardziej spektakularne widowiska, chcieli czegoś WOW. Dodatkowo część instalacji na SIGNAL Festival – z czym się zgadzam – wydawała się troszeczkę przeintelektualizowana (choć niewykluczone, że to my jesteśmy jeszcze zbyt głupi, aby je zrozumieć). Prawda jest też taka, że z 20 ekspozycji, które zostały przygotowane na ten rok, zobaczyliśmy 10 pierwszych. Mieliśmy po prostu za mało czasu, aby wszystko zobaczyć (albo po prostu daleko bardziej woleliśmy kontemplować romantyczną, nocną Pragę niż zasuwać z wystawy na wystawę 😉 ).

Gdy usiadłem do pracy nad tym tekstem, który właśnie czytacie, zacząłem przeglądać hasztag #signalfestival na Instagramie i zorientowałem się, że przez ten niedoczas ominęły nas przynajmniej trzy, jak nie cztery mocne punkty programu. Wydaje mi się, że gdybyśmy je mogli zobaczyć, to poczucie satysfakcji byłoby jeszcze większe. Płynie z tego nauczka, że gdy się ma tylko jeden wieczór na tak dużą imprezę, to należy po prostu wybrać najciekawsze w naszej ocenie punkty i zacząć zwiedzanie właśnie od nich.

SIGNAL Festival
Na jakimś skwerku, w otoczeniu starych kamienic, nieco na uboczu stała klatka wykonania z takich oto LEDowych prętów. W środku tej klatki stał fortepian, a na nim grał któryś z członków czeskiego kolektywu artystycznego HEARDT. Światła świeciły w rytm muzyki. fot. SoczekPomarańczowy.pl

Z drugiej strony jestem urzeczony pięknem Pragi i bardzo podoba mi się to, że postanowiliśmy zwiedzać ją tak, jak zostało to pomyślane przez organizatorów SIGNAL Festival. Między jedną, a drugą instalacją było nie więcej jak 5 minut spokojnego spaceru i rzeczywiście mogliśmy przejść przez najprzeróżniejsze zakątki miasta – zobaczyliśmy miejsca, które na bank pominęlibyśmy w standardowym zwiedzaniu, a które zasługują na naszą uwagę.

No właśnie, coś więcej o wrażeniach z samej Pragi?

Wspomniałem na początku, że sporo słyszałem o Pradze i trochę się zdjęć naoglądałem, więc jechałem totalnie najarany i z pozytywnym nastawieniem. Wiedziałem, że mogę liczyć na szalenie intensywne doznania, jeśli chodzi o moje zboczenie na punkcie architektury i absolutnie się nie rozczarowałem (wiem, powtarzam się jak cygańska przekupka, ale sami rozumiecie)!

Budynki, kamienice, uliczki, to wszystko co tam zastałem pozwoliło mi nie myśleć zbyt mocno o tłumie, który mnie otaczał, i co do którego mam wielki lęk. Jasne, jak tylko mogłem to uciekałem w boczne uliczki, zbaczałem z głównych szlaków z przewalającą się i duszącą mnie ludzką masą, ale nie było bardzo źle. Na szczęście.

 

Moja osobista obserwacja jest taka, że boczne uliczki są znacznie bardziej zajmujące i estetycznie satysfakcjonujące niż te przy głównym rynku, czy najbardziej uczęszczanych ulicach. Udowadniają to zdjęcia, które publikuję codziennie wieczorem na -> swoim Instagramie <- zaobserwujcie mnie tam, aby nic Wam nie umknęło, jeśli lubicie fotki architektury. I nie dotyczy to tylko Pragi – identyczne odczucia mam co do Poznania, Gdańska, czy Warszawy.

Wynajęliśmy apartament na przedmieściach stolicy, więc samochodem podjeżdżaliśmy kawałek do stacji metra, parkowaliśmy w okolicy i cały dzień przemieszczaliśmy się z buta lub metrem. Bilet dobowy to bardzo wygodna sprawa – zwłaszcza, że komunikację miejską, na tyle na ile jej doświadczyłem przez dwa dni oceniam na naprawdę dobrze zorganizowaną.

Praga spodobała mi się i jestem szczęśliwy, że pojawił się pretekst do wyjazdu w postaci SIGNAL Festival ‚u – to chyba miłość od pierwszego wejrzenia. Gdybyś obudził mnie dziś o trzeciej w nocy i powiedział „Janek, wstawaj, pakuj gacie – jedziemy do Pragi” to najpierw bym Cię sklął w sposób tak soczysty, że aż usiadłbyś na podłodze, a 10 minut później byłbym gotowy do wyjazdu.

…na litość boską, no nie mogę się doczekać kolejnej wizyty w tym mieście!


Jeśli ten wpis Ci się spodobał, to udostępnij go znajomym przy pomocy przycisków na dole.

Polub również -> facebooka <- (codzienne inspiracje wnętrzarskie) oraz zaobserwuj na -> Instagramie

 <- (ładne zdjęcia starych budynków).

Możesz też do mnie napisać maila: janek@soczekpomaranczowy.pl