Rzeczy, których nie znoszę we wnętrzach – TOP 5

Jeśli poświęcasz choć trochę swojego czasu na przeglądanie różnych blogów/magazynów/portali wnętrzarskich to na 100% zaobserwowałeś pewne elementy, rzeczy, rozwiązania, które Ci się nie podobają. Więcej! Nie podobają się Tobie we wszystkich wnętrzach w jakich je spostrzeżesz, a nie tylko w jednym konkretnym.

W tym wpisie podzielę się moją mocną piątką rzeczy, których nie znoszę we wnętrzach, a które zdarza mi się spotykać na ścieżkach swoich wnętrzarskich wojaży.

Telewizor.

W chyba większości domach na świecie sercem życia rodzinnego, życia towarzyskiego rodziny, nierzadko miejscem spożywania posiłków, czy relaksu jest właśnie ta przestrzeń przed telewizorem. Standard to jedna kanapa na wprost, dwa fotele po bokach i stolik pomiędzy telewizorem, a kanapą. Tragedia.

FemkeidoInterieur_Haarlem_1129

To tak, jakby siedząc w rodzinnym gronie wszyscy mieli się gapić w ten ekran, jakby on był czymś istotnym, kluczowym. Nie rodzina, wspólne spędzanie czasu, tylko ten cholerny odbiornik. Obrzydza mi się taka konstrukcja wnętrza.

Moje największe uznanie zyskują projekty, gdzie telewizor jest tylko dodatkiem, jest sprytnie ukryty lub nawet wcale go nie ma. Polecam Wam zobaczyć wpis Uli z blogu Interiors Design nt. sprytnego ukrywania telewizorów we wnętrzach

– tam są bardzo ciekawe pomysły, które koniecznie powinniście poznać.

Gołe ściany.

Tak modny od dawna minimalizm we wnętrzach wprowadza ludzi w błędne myślenie, że „skoro minimalistycznie, to musi być pusto„. No niekoniecznie! Można stworzyć niesamowicie minimalistyczną przestrzeń, ale bez tej ściennej golizny. Lepsze to dla psychiki, atmosfery we wnętrzu no i po prostu lepiej to wygląda, gdy powiesisz swoje zdjęcia lub jakieś grafiki.

mooi-verbouwde-mediterraanse-familiewoning-3-436x654

Wszędzie – wszędzie!

Jedną z kolejnych rzeczy, których nie znoszę we wnętrzach to przesada, przegięcie i brak umiaru. Wszędzie beton, wszędzie, drewno, wszędzie papier itp. Największą krzywdę jaką robią sobie projektanci to wprowadzanie zasady „wszędzie – wszędzie”, która polega na tym, że np. cały pokój wykłada się metalem, lub papierem. Nawet ostatnio się tak złożyło, że na moim facebooku (na którego Was zapraszam!) pokazałem zdjęcie domu, który był, w 100% wyłożony…sklejką. Masakra.

1400_-o_1ahoa1bm1rod72o6gtbp6194vq

Brak roślin.

Mam w sobie bardzo silnie zakorzenioną miłość do natury, zieleni i czystego środowiska – pewnie wynika to z tego, że mieszkam w lesie, z dala od dużych miast. Dodatkowo bardzo się utożsamiam ze środowiskiem ekologów i aktywistów działających na rzecz ochrony naszego środowiska, więc rośliny, drzewa to poniekąd symbol tego co w moim życiu ważne. Stąd też istotne jest dla mnie to, aby w moim ostoczeniu było dużo roślin. W każdym pokoju, najlepiej na całości miejsca na parapecie. Na podłogach. Ścianach. Serio – im więcej tym lepiej!

house-near-berlin-loft-szczecin-karolina-bak-06

Gdy nie widzę roślin we wnętrzach to mam uczucie takiego braku życia, pustki i zimna, a przy tym jakąś taką klaustrofobiczną obawę przed uduszeniem się. Nawet we wielkich, 150 metrowych loftach! Rośliny w każdej postaci – cięte, w doniczkach to czyste dobro. Nawet mały kaktus robi wielką różnicę!

Kiczowate „ocieplacze” wnętrz.

Tu się chyba narażę spornej liczbie blogerów wnętrzarskich i DIY, ale co mi tam – przecież o gustach się dyskutuje. Nie lubię i nie wyobrażam sobie mieć u siebie wszelkich ozdób typu drewniane litery „LOVE”, dzbanuszki, tacki, kubeczki i wszystko inne co ma jakieś napisy, które mają wywołać wrażenie, że „to jest fajny/rodzinny/ciepły dom”.

Dla mnie to jest kicz i sztuczny zapychacz miejsca, na które ktoś nie miał pomysłu. Podobnie też nie podobają mi się strasznie popularne (szczególnie w Stanach) ozdoby typu trójkąty wycięte z tkanin i powieszone na sznurku w formie łańcucha, a potem wiszące na ścianach i drzwiach. Okropność.

metal-letters

Rzeczy, których nie znoszę we wnętrzach…

…ale to przecież tylko ja ich nie znoszę. Wam się mogą nie podobać inne rzeczy, więc koniecznie piszcie w komentarzach – jestem ciekaw co Was najbardziej „gryzie”. To jest tak obszerny temat, ma w sobie tak wiele możliwości kompromisu i zmusza nas do pogłówkowania nad tym jak zrobić, aby i mi się podobało i, np. rodzinie, że fajnie jest o tym pogadać.

Jeśli chcielibyście zobaczyć więcej zdjęć z wnętrza, którego przykład tu przytoczyłem to wystarczy kliknąć w daną fotografię, a zostaniecie przeniesieni na odpowiednią stronę.


Nie wiem czy wiesz, ale Soczek ma swój fanpage, na którym codzienne zamieszam różne inspirujące zdjęcia wnętrz i projektów, które wyszukam w internecie, i nad którymi możemy razem podyskutować. Ty dajesz lajka, a ja codzienne dostarczam Tobie trochę dizajnu i wnętrz.


Do przeczytania następnym razem!

  • Z telewizorem przyznają Ci rację – sama u siebie nie mam i wcale mi go nie brakuje. Gołe ściany, hmm. To akurat trochę mi doskwiera, bo mąż zabronił wbijać gwoździ 😀 Dobrze, że umiem sobie bez nich poradzić i gdzieniegdzie przemycam jakieś dekoracje. Przesada nie tylko we wnętrzach jest zjawiskiem negatywnym. Jedynie z tymi ocieplaczami się nie zgodzę (chyba, że źle odebrałam ten fragment). Dobrze dobrane dodatki, bez ślepego podążania za modą (może być modne, ale niech pasuje do reszty), umiejętnie zaaranżowane zazwyczaj „tworzą” wnętrze. Ale zauważyłam, że większość facetów woli minimalizm i brak zbędnych dekoracji 😉

    • Racja – my jakoś niekoniecznie przepadamy za ozdóbkami. To chyba wynika z potrzeby ograniczania ilości rzeczy, które wymagają więcej zaangażowania niż by się wydawało. No bo jednak zrobić taki napis to jest torchę pracy – chyba, że się kupuje gotowce 😉

      • Coś w tym jest 😉 Ale jak robienie takich rzeczy jest czyjąś pasją, to czysta przyjemność! 🙂

  • Już byłam skłonna napisać „nie zgadzam się z tym… czy z tamtym”, ale otrzeźwiła mnie myśl, że to przecież Twoja lista, a nie moja 😉 Na mojej znalazłoby się nieumiarkowanie w liczbie lub ilości kolorów, które często wynika z bezsilności inwestora próbującego kolejno różnych opcji i wariacji, a wychodzi niezbyt smaczna mieszanka. Proporcje, proporcje i jeszcze raz proporcje. Druga sprawa to nieodpowiednie oświetlenie wnętrz (przeważnie zbyt słabe), bo nawet jeśli wnętrze jest ciekawe, to przebywanie w nim po zmroku nie jest przyjemnością. Nie lubię kiedy trendy biorą górę nad funkcjonalnością. Nie znoszę wzorzystych firan, ale nagich okien też nie lubię… Oj, dużo jest jeszcze rzeczy, których nie lubię 😉

    • O tak – światło, a dokładnie jego złe rozplanowanie to zmora wielu wnętrz. Z dobrych przykładów przychodzi mi na myśli wnętrze z mojego ostatniego wpisu (nie wiem czy widziałaś?) – tam to oświetlenie jest tak doskonale przemyślane, że do teraz jestem pod wrażeniem. 🙂

      • Niestety nie widziałam, ale skoro polecasz, chętnie nadrobię lekturę 😉 Przeprowadzka i brak czasu dają mi się we znaki, więc mam ostatnio „małe” zaległości w czytaniu wpisów…

  • Kurczę, z tym telewizorem to masz rację. Często traktujemy go jako najważniejszy element wystroju wnętrza, ustawiając go w najbardziej reprezentacyjnym miejscu jak na jakimś ołtarzu.
    Ostatnimi czasy bardzo podoba mi się prostota i minimalizm. Jeszcze kilka lat temu każdy dom zawalony był kurzącymi się kubeczkami, zastawami, szklanymi kulami, porcelanowymi figurkami i obowiązkowo milionem czaderskich, „babciowych” serwetek. Dziś trend chyba się odwraca, dążymy do minimalizmu, czyli królują „nowoczesne” napisy, ozdóbki i inne tego typu rzeczy z Pepco czy Biedronki.
    Och, jakże trudno stworzyć piękne, przytulne i funkcjonalne,ale jednocześnie unikatowe wnętrze….

    • Dzięki za to ostatnie zdanie. Tak się składa, że zabieram się za ten temat, gdyż projektuję swój pokój. Niebawem zacznę o tym pisać, więc może Ciebie jakoś zainspiruję, ułatwię Ci tworzenie przyjaznych i unikalnych wnętrz. 😉

  • Nareszcie ktoś, komu zechciało się napisać „jak nie”. Brawo! Wciąż trafiam na wpisy co się nada, co dodać, co łączyć. Niestety zwykle są tak powtarzalne, że już przy drugim-trzecim ziewam. Czasami i gorzej. Wszędzie cegła, beton i te same nijakie kolory. Jakby innych pomysłów już nie było 😛
    Co do ocieplaczy-zapychaczy w pełni się zgadzam – zbieracze kurzu i ewidentna oznaka braku pomysłu.

    Co bym dodała? Wciąż te same, wszędzie powtarzalne elementy. Rozumiem, że może być na coś moda, albo ktoś ma na jakiś detal akurat fazę, ale… wszędzie? W niemal każdym projekcie? Błagam, dość…
    Taki projektant to już chyba desperat i chwyta się sprawdzonych i nudnych rozwiązań, zamiast odkrywać nowe.

    Kolejny punkt na nie to przesyt pomieszczenia jednym kolorem. Mieliśmy kiedyś jedną inwestorkę, która zdecydowała się zrobić córce czerwoną łazienkę. Całą! Chyba nie muszę pisać, jak ją roboczo nazywaliśmy?
    Dodam, że ta sama inwestorka łazienkę gościnną zrobiła miętową – również całą. Jak w ostatecznym rozrachunku wyglądała? No, nijak. Jak prysznice na basenie albo szalet miejski z okres PRL’u i chyba od tego czasu tylko z tym mi się kojarzy mięta. Brrr…
    Albo ceramiczne klameczki w różyczki!
    Albo ciężkie eklektyczne meble w pomieszczeniu 2×3 metry.
    Albo… No dobrze, nie zawsze trafiają się normalni killjenci. Chyba czas o tym napisać.

    • Terenia, pisz, pisz. Chcę poczytać o klientach, z którymi się użerałaś. 😀 No i nie omieszkaj linka podesłać.

      • To chyba stworzę drugą Grę o Tron – przez osiem lat się tego nazbierało 😉

        • No cóż – przydałoby się, aby na Menelach z Biura pojawiły się jakieś nowe wpisy. 😛

          • Mówisz, aby tłem kolejnego opowiadania o Menelach byli killjenci? 😉

  • U mnie w domu nie ma ani jednej rośliny. Z dwoch powodów: pierwszy – mam cztery koty, żadna roślinka, by nie przezyła, drugi – zapominam je podlewac, nie umiem dbać o kwiaty i lepiej dla nich, że się nimi nie zajmuje.

    Co do telewizora. Ja nie mam, ale chyba chciałabym mieć, po to aby móc kupować filmy na DVD i oglądac je na dużym ekranie.

    • „kupować filmy na DVD”…O jeżu…ale z Ciebie hipsterka! 😀 Teraz się ogląda filmy online. Wiesz, sam laptop, lub laptop podłączony do telewizora 😛

      • Może i tak (i poki co staram się z tej opcji korzystać), ale jest milion filmów, których nie obejrzę gdyż online nie mają napisów, film na DVD ma napisy i to jest u mnie kluczowe. Po drugie, laptop to nie duży ekran, a o nim też wspomniałam w komentarzu.

  • Nie ma co marudzić, akurat ja mam gołe ściany, kaktusa, którego nienawidzę i go nie chcę, korek byłby fajny bo obklejam szafki i nie miałabym nic przeciwko temu, aby telewizor stał w takim miejscu. Moje top 5, których nie zdzierżę to rośliny (mam kota, kot to obgryzie i wygląda to jak Czarnobyl estetyczny) a pozostałe 4 miejsca to tapety. Tapety do malowania, tapety we wzorki, fototapety, po prostu tapety.

    • Ja też tapet nie znoszę, ale jestem w stanie zaakceprować takie z neutralnym, klasycznym mikrowzorem, gdzie można bez problemu ustawić na ich tle meble. Fototapet akurat w 100% nie lubię.

      • Ja tapetami byłam otoczona 16 lat, starczy. Raz na kilka lat człowiekowi się odwidzi i trzeba szukać „odpowiedniej” oraz paska. Nie, ja wolę pomalować ścianę i mieć święty spokój, nawet jeśli wybrałabym biały kolor ścian. Przy zmianie zamiast kilkunastu reklamówek z papierem (bo oczywiście to byłoby zbyt piękne, aby ładnie zeszło) wyjdzie może jedna ogólnych odpadów po malowaniu (folia, taśma itp. itd) jeśli dobrze kalkuluję.

  • Dzień dobry! Dobry wpis! Oj dobry! Niemal codziennie czytam, oglądam, czasem podziwiam- polskie blogo-domy. I przez 5 lat tego wpatrywania się w pewnym momencie odniosłam wrażenie, że mój dom w zestawieniu z wieloma pokojami ze zdjęć byłby cholernie nieatrakcyjny 😉 Spędzając godziny przed komputerem odrywałam się od pracy przeszukując blogi, a potem internetowe sklepy z dekoracjami, nabijałam sobie głowę pomysłami, ach cóż za prace domowe wykonam, jakie durnostojki zakupię, jak tylko zmierzę ścianę po powrocie do domu. A potem przekraczałam próg naszego domu, rozglądałam się i oddychałam z ulgą- kawa i ogórkowa- to wszystko wystarczy mi tego popołudnia do radochy 😛 I ja nie potrafię zrozumieć po jakiego grzyba ktoś nad stołem w kuchni przykleja napis EAT (może żeby nie robić na stole prania??), ale potem myślę sobie, kurcze, co mi do tego 🙂 To nie moje cztery kąty i jeśli ktoś czuje takiego literko-banerko-plakato bita to super! Daj mi Boże szczęście i dużo pieniędzy, a ja pozostanę przy swoim 🙂

    • Cześć – fajnie, że wpadłaś na Soczek 😉 Staram się, aby każdy kolejny wpis był lepszy niż inne. 🙂 Wiesz, najważniejsze to czuć się w 100% dobrze w tym co się ma i unikać tego porównywania się do innych. Najłatwiej wtedy o rozgoryczenie, utratę poczucia własnej wartości, a nawet zawiść. Kawa i ogórkowa – mi wystarczy nieco słońca, taras, dobra książka i oczywiście świeżo wyciskany sok pomarańczowy 😀

      W sumie to racja – nie ma co wciskać nosa w nie swoje domy, ale z drugiej strony zawsze można się wypowiedzieć o tym co myślę o tym, jak inni mieszkają. Oczywiście jeśli wystawili swój dom na ocenę 😉

  • Clara Burro

    Odwazny post. Patrząc na wiele zdjęć z mieszkań na FB mam ochotę wycofać się, bo „szary/biały/cegła” jest już jak mantra. Prowokacyjnie jednak dotknę kwestii TV. Podziwiam „heroizm” tych, którzy nie posiadają, ale większość posiada. I w przeciętnym mieszkaniu / domu nie ma szans na umieszczenie go gdzie indziej niż w głównym pokoju (nie mówię o salonie, bo zwykle i tak są to pomieszczenia co najmniej dwu funkcyjne). Było sporo programów czy prezentacji w magazynach wnętrzarskich „ukrywania” TV za lustrem, w ramie, za szafą. Jednak jak podpatruję nie „stylizowane” wnętrza, najczęsciej wychodziło to kiczowato, nieudolnie i okazywało się, że uwage najbardziej zwraca ta maszkara, która miała ukryć nieszczęsną zdobycz techniki i zwykłego Kowalskiego. Tak jak nie przepadam za mieszkaniami w bloku, które udają wiejską chatę czy dworek, tak może nie warto zaprzeczać, że żyjemy w XXI wieku i jest taki sprzęt jak TV? Tak samo jak jest łóżko a nie siennik? Ciekawa jestem.

  • Zgadzam się z Tobą w 100%. Bardzo w punkt. Jedynie co u mnie nie zafunkcjonuje, to rośliny na parapecie. I to właśnie przez szacunek dla nich ;). Owszem na balkonie mam sporo kwiatów, głównie tych, które przetrwają moje zapominalstwo, a tym domowym odpuszczę ;). Co mnie boli jeszcze kiedy przeglądam blogi wnętrzarskie ? To, że mam wrażenie oglądania jednego mieszkania. Nie ma w tym krzty indywidualizmu i inspiracji. Takie wnętrzarskie xero ;). Od zeszłego sezonu szary z białym, a w pokojach dziecięcych szary z turkusem. Oczywiście generalizuję, zdarzają się ciekawsze projekty, ale jest ich zdecydowanie za mało.

  • Telewizor to rzeczywiście koszmar. Ludzie domy projektują tak, by im ładnie telewizor w nich wyglądał. Kult telewizora jest przerażający. Jako wolontariusz biorę nieraz udział w pomocy biednym rodzinom. Różne rodziny, różne problemy. Cecha wspólna? Jakkolwiek nie wyglądałby dom, może być to nawet zawilgnięta rudera bez ogrzewania i łazienki, to nowoczesny telewizor (minimum 40 cali) + dekoder z wysokim pakietem programów być musi. Kiedyś wynajmowałem od znajomych znajomych znajomych mieszkanie. Rodzina z dwójką dzieci. W trzypokojowym mieszkaniu mieli cztery telewizory (60, 44, 44 i 20 cali w kuchni). Ani jednej książki.

  • Paula

    Mój Ci Ty! (Czy jakoś tak).
    Jedyne co, to te gołe ściany nie wzbudzają we mnie aż tak negatywnych odczuć. Nie, żeby mi się podobały, ale (chyba) nie znalazłyby się w moim top 5 rzeczy, których we wnętrzach nie znoszę. Ale pozostałe owszem!
    Ten telewizor, przede wszystkim. Ale co poradzić, jak mój Chłop daje mi wolną rękę w każdym aspekcie urządzania domu (Chwała i cześć, bo gustu nie ma za grosz), pod warunkiem, że telewizor będzie. 55-calowy – żeby już w ogóle zajmował pół ściany…
    Telewizji generalnie nie oglądamy, ale do Xboxa potrzebuje. No dobra, niech ma, ale czy on musi być w salonie? Chociaż w sumie jak nie tam, to gdzie? W sypialni też mi się nie podoba, a przecież do łazienki nie wstawię! Eh, sen z powiek mi spędza jak to ustrojstwo ustawić tak, żeby mi nie zepsuł całego wrażenia.

    Roślinki wszelkie zabijam. Nie chcę, ale zabijam. Przynajmniej mam różnorodność, bo co chwila coś nowego kupuję. No i w wazonach zawsze coś sobie stoi. Choćby tulipany z Biedry za piątkę, ale są.

    Gołe ściany i nadmiar, to wiadomo, nie będę nic dodawać.

    Ale ten ostatni punkt! No miód na moje serce. Jak ja nie cierpię takich pierdół. „W tym domu się kochamy i szanujemy” wyrąbane na całej ścianie. Żeby co, nie zapomnieć i nie stwierdzić nagle, że jednak nie, jednak dzieci nienawidzę, a mężem gardzę? Czy żeby inni nie mieli wątpliwości jacy jesteśmy szczęśliwi?
    Zresztą tak samo nienawidzę tych plakatów z bzdurnymi tekstami, co mają motywować, czy inne pozytywne odczucia wywoływać. We mnie wręcz przeciwnie – same negatywne.

    • Uff – dobrze, że jednak nie jestem taki zupełnie sam, w tej niechęci do ostatniego punktu 😉

  • Dobre punkty i spostrzeżenia! Co do telewizora to chyba tez nie jest mi potrzebny, ale jakoś się tak przyjęło, że dla niektórych musi w domu on być, albo w salonie, albo w sypialni (albo tu i tu :o). U mnie właśnie tak jest, że na przeciwko sofy. Co do tego czego ja nie lubię : oszukanych aranżacji wnętrz. Kiedy w mieszkaniach/domach nie ma nigdzie pralki! nie ma miejsca na przechowywanie rzeczy takich jak deska do prasowania czy odkurzacz. A czasem nawet lodówki! 😮 Pozdrawiam