Ci, którzy uważnie obserwują mnie na facebooku lub na Instagramie to wiedzą, że byłem w miniony weekend w pewnej, nowo otwartej fabryce drzwi. Zwiedzałem ten budynek z szeroko otwartymi oczami i z ogromnym zainteresowaniem – niesamowite wrażenie robiły na mnie najnowsze osiągnięcia technologiczne, które zostały w niej zastosowane, zawrotne tempo produkcji oraz jej dynamika.

Na zwiedzaniu tej przestrzeni czas upłynął mi naprawdę bardzo przyjemnie i miło. Jednak, gdy wracałem do siebie, do Poznania, to skorzystałem z tego iż mam ponad 6 godzin jazdy i zacząłem się zastanawiać nad tym wszystkim w perspektywie globalnej, obyczajowej oraz tego jak to wszystko wpływa na nas jako ludzi.

Nasz świat bardzo agresywnie i dynamicznie zmierza ku pełnej automatyzacji i pełnemu uprzemysłowieniu wielu procesów wytwórczych. Porzucamy instytucje cechów, cały, skomplikowany i wymagający proces kształcenia rzemieślników (którzy mogliby, np. wykonywać dla nas obuwie), na rzecz automatycznych fabryk i niemalże samodzielnie myślących robotów oraz stosunkowo krótkich kursów i szkoleń zawodowych.

Jest to piękna sprawa, gdy się o niej opowiada i myśli stojąc wśród tych wszystkich robotów, tych niesamowicie silnych i precyzyjnych automatów. Jednak, gdy już właściwe mamy to wszytko o czym kiedyś śniono (w sumie to większość tego co mamy kompletnie nie mieściłoby się w snach i wyobrażeniach ludzi te kilkadziesiąt lat temu), to zaczynam intensywnie się zastanawiać – czy to na pewno jest to czego pragniemy?

Masowa produkcja, dla przykładu butów, o których wspomniałem wcześniej niesie za sobą pewne konsekwencje – obniża koszty i czas produkcji, a w efekcie ostateczną cenę obuwia, ale też nie zapewnia nam aż takiej wytrzymałości oraz długowieczności butów i wymusza częstszą ich wymianę. Przez to wydajemy na nie więcej pieniędzy niż na buty, które kupiliśmy raz na, np. 5 lat.

Buty to tylko jeden z wielu produktów. Dokładnie taka sama sytuacja jest przy stawianiu budynków. Kiedyś budowało się domy bardzo długo, klasztory lub zamki nawet przez kilkadziesiąt lat. Choć technologia była raczej prymitywna i niedoskonała to jednak te budynki, w dużej mierze stoją do dziś i mają się naprawdę całkiem nieźle.

A ile lat będą mogły stać współczesne domy? Już teraz mówi się o konieczności wyburzania niektórych bloków mieszkalnych stawianych w latach 70. ze względu na zły stan techniczny. Ile to czasu? Nieco ponad 45 lat.

W Dubaju przemysł deweloperski działa w taki sposób, że gdy jakiś biurowiec /hotel przestaje spełniać najnowsze standardy, nie jest już jednym z najnowocześniejszych, to jest wyburzany, a na jego miejsce stawia się nowy, super nowoczesny. Dlatego tam non stop trwa budowa i trwać będzie tak długo, dopóki się nie skończy ropa. Jednak w tym temacie chciałbym coś napisać, ale może w innym wpisie i może niekoniecznie tutaj, na Soczku.

Wróćmy do bloków, o których pisałem akapit wyżej. Wiadomo, w okresie komuny materiały budowlane były też zupełnie innej jakości, budowano w pośpiechu ze względu na niesamowity brak mieszkań na rynku. Nie ukrywajmy jednak, że technologia budowania też ma ogromne znaczenie.

Doskonale tę technologię, jej siłę, solidność oraz trud pracy rzemieślnika widać przy starych (choć współcześnie też można się z tym spotkać) drewnianych domach. Te wszystkie łączenia ciężkich bali z drzew ścinanych w środku zimy, ta chirurgiczna precyzja osiągnięta przy zastosowaniu bądź, co bądź prymitywnych narzędzi – to jest niesamowite!

Do napisania tego felietonu, poza wyjazdem do fabryki w dużej mierze zainspirował mnie ten doskonale zrealizowany i zmontowany film dokumentalny. Film przedstawia całość procesu ręcznego budowania drewnianego domu dla jednej rodziny przy zastosowaniu tradycyjnej, japońskiej techniki łączenia bali drewna. Budował mąż z przyjaciółmi i to też jest element, na który bardzo zwracam uwagę – ręczna, ciężka praca potrafi niesamowicie zacieśnić relacje pomiędzy ludźmi.

Materiał trwa 24 minuty i gorąco Was zachęcam do obejrzenia. Zamknijcie się w pokoju, nalejcie sobie schłodzonego soczku pomarańczowego, okryjcie kocem i skupcie na nim całą swoją uwagę.

Z tego filmu przebija niesamowita atmosfera ciężkiej pracy rzemieślnika, który choć trochę zmęczony doskonale wie co robić, ale też…zwykła sielanka. Film przedstawia nie tylko proces budowy, ale też życie rodziny, które wokół tej budowy się toczy. Jestem naprawdę zauroczony!

Jestem też pełen podziwu i szacunku do tych ludzi, którzy zamiast pójść prostą drogą łatwego i szybkiego stawiania budynku, zaryzykowali i poświęcili niesamowitą ilość czasu oraz energii, aby samemu postawić niezwykły drewniany dom. Ciągle podkreślam też wpływ tradycyjnych technik budowy oraz…uwaga – wykańczania wnętrza!

Ta konstrukcja jest na pokolenia, jest na bardzo, bardzo wiele lat. Jestem zafascynowany tym jak wspaniałe rezultaty można osiągnąć sięgając do tradycji, do tego co jest bardzo dobrze sprawdzone i trwałe. Łatwo można takie podejście pomylić (lub przekształcić, gdy ktoś przesadzi) z ślepym konserwatyzmem, ale jak dla mnie taka postawa wynika z pewnego rodzaju dojrzałości oraz myślenia do przodu, a nie tylko „tu i teraz”.

Czasem ze smutkiem patrzę na budynki stawiane z betonowych komponentów lub z lekkich cegieł wapiennych, bo po prostu wiem, że ścisłe pilnowanie się excela oraz skupianie się na jak najszybszym wykonaniu roboty, jest drogą donikąd. Tworzenie budynków powinno być powierzone wizjonerom, a niekoniecznie biznesmenom.

Również wiele osób prywatnych decyduje się też na jak najtańsze budowanie i w sumie jest to zrozumiałe. Nie zmienia to faktu, że smutne. Trudno teraz ocenić jakie będą rezultaty tego podejścia za kilkadziesiąt lat. Myślę, że dopiero nasze wnuki będą mogły częściowo nas ocenić i podsumować.

Czuję, że jak tak dalej pójdzie, to za jakiś czas prawie nie pozostanie po nas śladu na ziemi. Będziemy istotni tylko dopóki żyjemy, a po naszej śmierci nasza praca zostanie szybko zburzona po to, aby zrobić miejsce na kolejny, super nowoczesny biurowiec.


Wiem, że ten tekst napisał mi się trochę przygnębiający i pesymistyczny. Wiem też, że tematyka jest na tyle skomplikowana i trudna, że jeden wpis w ogóle nie jest w stanie jej porządnie zgłębić i pewnie wielu z Was będzie miało powód, aby mi wytknąć jedną czy drugą kwestię.

Generalnie chodzi mi o to, aby zmusić Was do zastanowienia się na tym wszystkim i może zachęcić do jakieś zmiany w podejściu – wierzę, że takie małe „cegiełki” mogą sporo zmienić.


FacebookInstagramTwitter

Codziennie nowe treści i inspiracje. Obserwuj mnie i bądźmy w kontakcie.