W zeszły piątek o godzinie 12.30 Gdynia powitała mnie zasnutym chmurami niebem i letnim, siąpiącym przez cały czas deszczem. Czułem się wybornie – uwielbiam taką pogodę. Jest wtedy jakoś tak romantycznie, spokojnie – ludzi na ulicach jest znaczne mniej niż zwykle – no i gładkie, białe niebo jest świetnym tłem do robienia zdjęć budynków na mojego Instagrama. A to sprawa nie do przecenienia!

Spokojnym, równym krokiem szedłem przez miasto ciągnąc za sobą walizkę i zerkając co jakiś czas w telefon, na którym miałem włączone Google Maps. Po drodze do hotelu wstąpiłem do restauracji, w której czekała na mnie urocza Magda z blogu Dziewczyna Z Obrazka – moja koleżanka po piórze, a równocześnie współlokatorka w hotelu.

Jako, że Magda była na miejscu wcześniej to odebrałem od niej klucze i rozstaliśmy się – ja poszedłem odstawić rzeczy do pokoju, a Magda ruszyła podbijać miasto. Po drodze do mojego noclegu minąłem Teatr Muzyczny oraz Muzeum Miasta Gdyni. Ten ostatni budynek trudno było pominąć, gdyż stoi niemalże na samej plaży! W oknach muzeum zobaczyłem napis „OSKAR ZIĘTA”. Brzmi znajomo – pomyślałem, a potem, bez większej refleksji wkroczyłem do hotelu.

Ogarnąłem się po podróży z Poznania, odrobinę zakrzątałem w pokoju i wyszedłem z zamiarem zwiedzenia Gdyni. W końcu miałem jeszcze mnóstwo wolnego dnia, którego żal by było zmarnować, nie wstąpić do jakieś restauracji, pójść na bulwar i popatrzeć na morze, albo nie obejrzeć słynnego, Gdyńskiego Modernizmu!

Wychodząc z hotelu ponownie przechodziłem obok Muzeum Miasta Gdyni i kolejny raz zobaczyłem w oknie napis „OSKAR ZIĘTA”. Tym razem aż palnąłem się dłonią w czoło, gdyż uświadomiłem sobie swoją ignorancję.


No tak, Oskar Zięta, chłopie, jak mogłeś tego nie skojarzyć?!


Projektant ten pochodzi z Zielonej Góry, studiował na Politechnice Szczecińskiej, a po studiach wyjechał na stypendium do Szwajcarii. Uzyskał tam tytuł doktora. Obecnie prowadzi kierunek Wzornictwo Przemysłowe w Poznańskiej szkole School Of Form, a także koordynuje pracę swojego studia projektowo-badawczego Zieta Prozessdesign. Jego studio ma bardzo szeroki zakres pracy – od architekturę, po inżynierię, aż do mebli.

Sądzę, że meble mogą Was najbardziej zainteresować. Zaraz się przekonacie czemu.

Gdyńska wystawa ma pokazać – na przykładzie tego co robi Oskar Zięta – jak wygląda idealny obraz dizajnu rozumianego jako proces. Ma być wzorcem który się sprawdził, który działa i się rozwija i który warto naśladować. Chodzi o ukazanie współdziałania, przenikania i oddziaływania na siebie materiałoznawstwa oraz sztuki.

Sądzę, że jest to bardzo ważne zagadnienie, bo zmagamy się z brakiem fachowców, znawców materii. Jak już na jakiegoś trafimy to często zdarza się, że ów człowiek nieszczególnie ma w sobie coś z artysty, z dizajnera. Albo jest na odwrót – ktoś świetnie rysuje, projektuje, ale nijak nie radzi sobie z przełożeniem tego na produkcję.

Jestem aktualnie w trakcie czytania esejów Adolfa Loosa, austriackiego architekta z XIX wieku, jednego z pionierów modernizmu. Człowiek ten, oprócz swojego najsłynniejszego, tytułowego eseju „Ornament i zbrodnia” napisał też kilka tekstów, między innymi poruszających problem, który opisałem w poprzednim akapicie.

Postulował, aby architekci, którzy ze swoich wygodnych biur, znad deski kreślarskiej próbują ingerować w pracę rzemieślników nie mając najmniejszego pojęcia na czym ona polega, łaskawie ograniczyli się od tego na czym się znają – do grafiki. Powiem, że w chwili, gdy zwiedzałem gdyńską wystawę pomyślałem sobie, że Loos, gdyby dożył naszych czasów byłby pod wrażeniem pracy Oskara Zięty, bowiem on faktycznie umie połączyć rzemieślnika z artystą. I to w jednej osobie!

Wystawa: OSKAR ZIĘTA

Multimedialność pełna parą – można było, za pomocą własnego ciała stworzyć wizualizację 3D takiego (nie)sympatycznego pajęczaka.

Wystawa jest multimedialna, dająca pole do zaangażowania się, a także stanowi przekrój przez dotychczasowe dokonania zielonogórskiego architekta. Można obejrzeć filmy z procesu projektowania, z procesu produkcji, a także montażu instalacji artystycznych, czy mebli Zięty.


To jest bezcenne doświadczenie móc, choć minimalnie zapoznać się z tym jak wygląda produkcja w fabryce!


Moim faworytem bezsprzecznie jest siedzisko PLOPP oraz organiczne lustra TAFLA przypominające kroplę rtęci z polerowanego aluminium. Niesamowity był też duży stół, CARBON. Wszystkie te meble wyglądają jakby były balonami, jakby ktoś je nadmuchał – i tak właśnie jest!

Wystawa: OSKAR ZIĘTA

Te bez oparć to PLOPPsy, a to krzesło z oparciem to CHIPPENSTEEL – w tle TAFLe. Urocze, nie?

Oskar Zięta wynalazł totalnie innowacyjną technologię produkcji FiDU, która polega na formowaniu dwóch zespawanych ze sobą metalowych płyt w najróżniejszy sposób. Pod wielkim ciśnieniem wpuszcza się powietrze pomiędzy te blachy i w taki oto sposób powstają te przedmioty. To oczywiście bardzo uproszczony opis, ale chyba nie trzeba pisać więcej, aby zrozumieć jakie to jest niesamowite!

Wystawa: OSKAR ZIĘTA

Ten CARBON jest boski. Ciekawe jak się przy nim siedzi…

Gorąco polecam Wam wszystkim pojechać na wycieczkę do Gdyni, zwiedzić ją, nacieszyć oko przecudowną, modernistyczną architekturą, którą się może to miasto pochwalić no i koniecznie odwiedźcie wystawę „Oskar Zięta” w Muzeum Miasta Gdyni!

Wystawa: do 12.11.2017

Szczegóły: Muzeum Miasta Gdyni  

Wystawa: OSKAR ZIĘTA

Chyba rozumiecie, że nie mogłem się powstrzymać żeby sobie nie zrobić fotki w przecudownym, organicznym lustrze TAFLA?

Jeśli ten wpis Ci się spodobał, to udostępnij go znajomym przy pomocy przycisków na dole.

Polub również -> facebooka <- (codzienne inspiracje wnętrzarskie) oraz zaobserwuj na -> Instagramie <- (ładne zdjęcia starych budynków).

Możesz też do mnie napisać maila: janek@soczekpomaranczowy.pl