Lodz Design Festival – migawki i przemyślenia.

Mam w sobie coś takiego, że gdy jestem w jakimś miejscu, to bardzo lubię przeżywać to, że tu jestem, lubię faktycznie doświadczać tego co mnie otacza. Dlatego na przykład, gdy jestem na jakimś koncercie, albo jadę na wycieczkę to robię mało zdjęć – po prostu wolę zachować obraz w pamięci i we wspomnieniach, a niekoniecznie na matrycy aparatu.

Złapałem się na tym szczególnie, gdy pojechałem na zjazd blogerów wnętrzarskich MeetBlogIn, o którym przeczytacie -> tutaj <- ale też w czasie zwiedzania atrakcji Łódź Design Festival. Było tyle okazji, aby uchwycić wyjątkową chwilę, zabawną sytuację, czy interesujący układ, a ja…ani razu nie wyjąłem aparatu z torby.

To zainspirowało mnie do refleksji na temat szacunku do chwili, łapania jej pełnymi garściami i po prostu ładowania swojej duszy tym wszystkim co nas otacza. Żyjemy w tak pięknych czasach, że mamy wokół siebie piękne przedmioty, wyjątkowych ludzi i naprawdę szkoda wręcz, uwieczniać to w pamięci telefonu. To niemalże profanacja!

Nie krytykuję ludzi, którzy w takich chwilach ciągle robią zdjęcia – staram się to zrozumieć, uszanować, przyjąć ich punkt widzenia, zaakceptować to, że prawdopodobnie przeżywają to samo co ja tyle, że na swój sposób. Jednak gorąco chcę Was zachęcić do tego, aby, w ramach eksperymentu przy następnej okazji schować telefon głęboko do kieszeni, aparat zostawić w domu i spróbować wszystko chłonąć oraz zapamiętywać w swoim mózgu.

Ciekaw jestem do jakich wniosków dojdziecie po takim eksperymencie. 

W poprzednim wpisie na temat spotkania blogerów, który spotkał się z nieco zaskakującą dla mnie sympatią i gratulacjami (że taki dobry wpis) obiecałem napisać trochę o festiwalu designu, który toczył się równolegle z naszą imprezką. Zakładam, że już się domyślacie iż zdjęć zbyt wielu nie będzie. 😉

Mogę Was za to zapewnić, że skoro już coś uwieczniłem to naprawdę zrobiło to na mnie spore wrażenie. Lubię się dzielić tym co uważam za dobre i ciekawe o czym wiedzą już osoby lubiące -> mój fanpage <- na którym codziennie publikuję ciekawe inspiracje wnętrzarskie.


Lodz Design Festival – kolejność zdjęć jest zupełnie przypadkowa.


Zdjęcie: Janek z blogu soczekpomaranczowy.pl
Zdjęcie: Janek z blogu soczekpomaranczowy.pl

Gdybym miał zrobić konkurs na najbardziej zastanawiające i intrygujące stoisko na targach, to statuetkę zdecydowanie odebrałaby marka CHORS. Początkowo w ogóle nie mogłem ustalić o co w tym chodzi i kto za tym stoi, ale byłem bardzo ciekawy, więc dowiedziałem się, że to wszystko sprawka tego Polskiego producenta oświetlenia.

To jest dla mnie ciekawy przykład na to jak skutecznie przyciągnąć uwagę przechodnia i w dodatku zainteresować go do tego stopnia, że chciało mu się sprawdzić kto to tutaj ustawił. Podoba mi się takie przyciąganie uwagi – bez kiczu i krzyku, a ze smakiem i sporą nutką artyzmu.

Zdjęcie: Janek z blogu soczekpomaranczowy.pl
Zdjęcie: Janek z blogu soczekpomaranczowy.pl

Bardzo artystyczne podeście miała też marka TON, producent mebli giętych. Przyznajcie, że pomysł jest naprawdę dobry. Jeśli zdjęcie Was nie przekonuje, to zapewniam iż na żywo ta instalacja prezentowała się wyśmienicie!

Zdjęcie: Janek z blogu soczekpomaranczowy.pl
Zdjęcie: Janek z blogu soczekpomaranczowy.pl

Jestem wielkim miłośnikiem sztuki-wieszanej-na-ściany, więc nie mogłem sobie odmówić zwiedzenia wystawy plakatów. Czuję wielki szacunek do pracy ilustratorów i plakacistów, a ta wystawa tylko to uczucie umocniła. Z wielu prac przebija tak niesamowita inteligencja, humor i uważna obserwacja świata, że gdyby nie fakt iż za moment odbywał się wykład, na którym chciałem być, to stałbym i każdy plakat bym analizował przez pięć minut!

Jeśli w Waszych okolicach będzie się odbywać jakaś wystawa plakatów, to bierzcie urlop, wagarujcie ze szkół i koniecznie ją zobaczcie na żywo.

Zdjęcie: Janek z blogu soczekpomaranczowy.pl
Zdjęcie: Janek z blogu soczekpomaranczowy.pl

Wystawa No Radomness była jedną z ciekawszych i odkrywczych wystaw na całych targach. Dowiedziałem się czemu kiedyś wiadra gaśnicze (kiedyś nie było gaśnic, jak coś) miały kuliste dno, jak się nazywa ten charakterystyczny, pomarańczowy kolor, który można spotkać na kamizelkach ratunkowych, czy pachołkach drogowych, albo, że jedna opona samochodowa potrafi odprowadzić aż 15 litrów wody na sekundę!

Bardzo zajebista wystawa. Uważam, że tego typu instalacje powinne wędrować z miasta do miasta i edukować ludzi w zakresie zupełnie niepotrzebnym do życia. Taka WiedzaBezużyteczna.pl, ale w realu. 🙂

Zdjęcie: Janek z blogu soczekpomaranczowy.pl
Zdjęcie: Janek z blogu soczekpomaranczowy.pl

O – jak tylko się dowiedziałem o co z tym chodzi, od razu wiedziałem, że bardzo mnie dotyczy i koniecznie chcę Wam o tym napisać. Jak widzicie – klawisz „enter” posiada takie jakby kolce.

Chodzi o to, że mamy w internecie do czynienia z wielkim problemem mowy nienawiści, publikowania nieodpowiednich rzeczy. Autor tego konceptu, Kuba Koźniewski pragnie nas uczyć świadomego publikowania treści oraz skłaniać do refleksji nad tym co publikujemy.

Jako bloger czuję się bardzo odpowiedzialny za wszystko co publikuję i o ile ja mam pewnego rodzaju świadomość w tym zakresie, to wiem, że bardzo, bardzo wielu ludzi jej nie ma. Przez co łatwo może skrzywdzić innych ludzi, ale też w dużej mierze siebie.

Kliknijcie -> tutaj <- i zainteresujcie się tematem. Ta klawiatura jest częścią większego, bardzo ambitnego projektu i gorąco zachęcam do zapoznania się z jego ideą.

Zdjęcie: Janek z blogu soczekpomaranczowy.pl
Zdjęcie: Janek z blogu soczekpomaranczowy.pl

Było już najbardziej intrygujące stoisko, a teraz czas na najbardziej przykuwające uwagę. Całość była pokryta sztucznym bluszczem – sufit, ściany, wszystko! O dziwo nie wyglądało to kiczowato.

Grupa GEBERIT miała na to całkiem fajny pomysł, ale jednego nie mogłem zrozumieć – dlaczego firma, która sprzedaje wyposażenie łazienek takie jak ubikacje, umywalki, czy baterie na swoim stoisku robi warsztaty z budowania industrialnych lamp z miedzianych rurek? Dodatkowo jestem ciekaw co w sumie stoi za pomysłem obwieszenia wszystkiego bluszczem?

Przyznaję, że nie zapoznałem się zbyt dokładnie z ofertą stoiska, gdyż było zbyt oblegane jak na mój gust, ale bardzo mnie te dwie kwestie ciekawią. Ktoś z Was był i umie mi wyjaśnić o co w tym chodziło?

Zdjęcie: Janek z blogu soczekpomaranczowy.pl
Zdjęcie: Janek z blogu soczekpomaranczowy.pl

Na koniec zostawiam Wam chyba najlepsze jeśli chodzi o pomysł, realizację oraz zawartość stoisko. Barlinek dał czadu i jeśli chodzi o mnie, to doskonale podszedł do zaprojektowania stoiska na tego typu imprezę.

To co widzicie to jeden z projektów zrealizowanych w ramach Barlinek Design Institute i mój totalny faworyt. Były jeszcze propozycje z wykorzystaniem gradientu na deskach, z tworzeniem podłogi z desek w różnych kolorach czy z wyryciem na powierzchni desek wzorów nawiązujących do tradycji folkowych.

Barlinkowi należy się duży szacunek za tę wystawę. Naprawdę zrobili dobrą rzecz.


Lodz Design Festival spełnił moje oczekiwania w stu procentach. Mogłem się zetknąć z wystawcami z najwyższej półki, z ludźmi, który dobrze wiedzą o co chodzi w designie, w projektowaniu i potrafią o tym mówić, a także godnie zaprezentować.

Impreza była dla mnie o tyle też przyjemna, że była stosunkowo niewielka. Byłem na początku tego roku na Arena Design w Poznaniu i absolutnie trudno tutaj szukać podobieństw. To są dwa zupełnie inne spotkania, z zupełnie innym charakterem, na zupełnie innym poziomie i z różnymi wizjami.

Oba są bardzo inspirujące, jednak zdecydowanie lepiej czułem się w Łodzi. Tam miałem to wewnętrzne przekonanie, że nic nie jest dziełem przypadku, wszystko jest pod kontrolą i pracują przy tym ludzie, którzy faktycznie mają pasję i doskonale wiedzą co chcą osiągnąć.


FacebookInstagramTwitter

Codziennie nowe treści i inspiracje. Obserwuj mnie i bądźmy w kontakcie. Jeśli Ci ten wpis spodobał, to udostępnij go swoim znajomym!


  • Aaaa klawiatura skradła moje serce ! Genialny ENTERr, który nie do końca widoczny jest na zdjęciu, niemniej jest i szacun za pomysł. Nawet bez tego sugestywnego klawisza kupiłabym ;). Masz rację Jan. Jako blogerka wiem, że powinnam uwieczniać to co widzę, z drugiej strony tracę ten moment. A czy faktycznie uwieczniać ? Rzucę okiem, zdjęcie takie sobie i idzie w kosz, a uczucia były nieporównywalne. Trudno jest wyważyć fotki kontra czerpanie chwili, jednak polecam czasem odłożyć aparat, smartfon i chłonąć moment.