Droga blogerko wnętrzarska, czym dłużej myślę o Tobie, o Twojej pracy, o tym, że uczysz ludzi jak żyć pięknie, modnie i praktycznie, jesteś mentorką, dla wielu autorytetem, tym mocniej mam poczucie, że coś jest mocno nie tak. Hipokryzja, to zbyt poważne oskarżenie jak na mój gust, ale nie potrafię przestać mieć z nią skojarzeń, kiedy o Tobie myślę.

Mówisz mi co jest modne, podpowiadasz, które zestawienia kolorów będą najbardziej efektywne lub wręcz odwrotnie – jaki kolor nie będzie przyciągał uwagi i pozwoli się skupić na innych detalach. Nie mam wątpliwości co do tego, że dobrze kojarzysz trendy, a z łączeniem kolorów radzisz sobie jak stary murarz z cementem.

Ale…


Starasz się pokazać, że ze starych, często bardzo zniszczonych mebli da się uczynić element wnętrza, który będzie nadążał za trendami, oczekiwaniami, a przy tym pozwoli wyróżnić się mojemu mieszkaniu na tle innych. Jesteś cudowna w tym co robisz, zarażasz energią do pracy i optymizmem, że „coś jeszcze da się z tego zrobić”. Radzisz sobie z wałkiem, szlifierką, wiertarką, farbą lepiej niż ja sam z obsługą taczki!

Ale…


Masz bystre oczy, szósty zmysł, z wprawą wyszukujesz inspirujące wnętrza z odmętów internetu, jesteś surowym krytykiem, wybredna – nie pozwolisz sobie zakręcić w głowie, jeśli faktycznie nie ma powodów ku temu. Jeśli uznasz, że wnętrze, które znalazłaś na to zasługuje, to publikujesz jego zdjęcia na swoim blogu i zachęcasz mnie, abym je uważnie obejrzał, zainspirował się.

ALE. 


Ale, czym dla mnie jest Twoja wiedza, Twoje doświadczenie, Twoja kreatywność do tworzenia DIY, jeśli nie mi umiesz jej w odpowiedni sposób podać? Może nawet nie tyle nie umiesz, co nie przykładasz do tego uwagi, bo, po pierwsze nie jest to kwestia umiejętności, a po drugie jestem pewien, że gdybyś przyłożyła tej uwagi trochę, to ten wpis w ogóle by nie powstał.

Zmierzam do tego, że…


Twój blog jest brzydki.


Najczęściej dlatego, że jest przestarzały. Czy my mamy rok 2008, gdy strony internetowe były toporne, tworzone bez polotu i jakiejkolwiek inwencji Twórczej? Czy naprawdę jeszcze nie zauważyłaś, że choćbyś była mistrzynią w swojej dziedzinie, miała cenną i bez wątpienia potrzebną wiedzę, to poza nią trzeba się zatroszczyć o to w jaki sposób zostanie ona zaprezentowana?

Ja wiem, może sobie pomyślisz, że wstałem lewą nogą, nie wypiłem rano kawy, albo jestem jakimś frustratem, którego bardzo mocno zaczęła boleć pewna tylna część ciała. Ale spójrz na to z lekkiego dystansu.

Z pewnością czytasz różne blogi wnętrzarskie (i nie tylko) – czyż nie jest Ci miło, gdy tekst, który masz przed sobą jest czytelny, ma odpowiednią wielkość liter oraz szerokość? Czyż nie jest Ci miło, gdy możesz sobie równie wygodnie przeglądać ten blog na komputerze, jak na tablecie, czy swoim smartfonie? Czy nie czujesz się potraktowana poważnie, nie czujesz, że ktoś się zatroszczył o Twój komfort?


No pewnie, że nie.


Nie czujesz, bo to jest oczywiste, naturalne, że coś ładnie wygląda i jest dobrze przemyślane. Mówi się, że dobry design jest niewidzialny i rzeczywiście tak jest, bo przecież w czasie czytania jakiegoś bloga nie kontemplujesz tego, jaka jest wielkość liter, albo jaki font został zastosowany, prawda?

Ale kiedy wchodzę na Twoją stronę, to nagle zaczynam zauważać to, że nie ma wersji mobilnej, więc nici z mojego czytania na kibelku (a to może być jedyna wolna chwila w ciągu dnia, gdzie znajdę czas na Twój blog), dostrzegam to, że font jest badziewny, że zdjęcia się nie dopasowują do ekranu, że Twoje menu jest źle skonfigurowane i nie mogę po ludzku przejrzeć kategorii, czy przeczytać zakładkę „o mnie”.

Dostrzegam to, że masz brzydkie logo, jakieś dziwne kolory, dostrzegam też to, że Twój blog wygląda jak 20 innych. Wysil się trochę, bo skoro już radzisz innym jak się wyróżnić, albo jak zrobić coś kreatywnego, to sama pokaż, że to umiesz. To, że wrzucisz zdjęcia swojego ładnego salonu nie wystarczy.

Jeśli pracujesz na blogspocie, to pomyśl nad WordPressem, gdzie do dyspozycji masz dziesiątki tysięcy różnych, darmowych szablonów dla blogów. Mój blog także jest stworzony na bazie WordPressa i darmowego szablonu. Choć wiem, że jest kilka innych blogów, które też z niego korzystają, to nie jest to aż tak widoczne, jak przy blogspocie, gdzie tych szablonów masz zdecydowanie dużo mniej do wyboru.

Może skwitujesz „ale ja to traktuję jako odskocznię, hobby, więc nie chce mi się bawić w sprawy techniczne i wymyślanie cudów na patyku.”. A to, że to jest „tylko” hobby oznacza, że nie masz co się do tego przykładać, że nie musi Ci zależeć na tym, aby zrobić to najlepiej jak się da?

No w sumie nie jestem w stanie Ciebie do tego zmusić, kary Ci żadne za to nie grożą, ale nie chodzi mi o to, aby Twój blog był super wypasiony, tylko o to, aby był wizualnie dostosowany do pewnych standardów. Chodzi tu o szacunek do ludzi, którzy Ciebie czytają, ale też o szacunek do swojej własnej pracy, energii, którą poświęcasz. Niech to będzie widoczne, wyeksponowane, że się postarałaś, że faktycznie masz wiedzę i pomysły.


Chciałem zakończyć ten wpis jakoś w stylu „nie traktuj tego osobiście…”, „nie chciałem Ciebie urazić…”, ale nie. Tak, potraktuj ten wpis osobiście, tak, czuj się dotknięta. Jest bardzo wielka szansa, że się kojarzymy, może nawet mieliśmy okazję zamienić kilka słów i raczej się lubimy, bo czemu nie.

Właśnie dlatego, że się lubimy, uznałem, że ten wpis napiszę, że może trochę uderzę w Twoje ego, podniosę Ci ciśnienie – po prostu wierzę, że to jest dobre. W naszym środowisku jest trochę za dużo kokietowania, wiecznego zachwycania się sobą nawzajem, a za mało krytyki. Boimy się urazić, więc milczymy.

A to wcale nie oznacza, że problemu nie ma.

Życzliwy Tobie,

Janek