Chciałbym Was dziś oprowadzić po pewnym podmiejskim domku w Sydney, w dzielnicy Paddinton. Zaczniemy trochę nietypowo, bowiem pozwolimy sobie wejść na teren nieruchomości od ogrodu na tyłach. Przygotujcie się na przyjemne, kolorowe i dynamiczne wnętrze z ciekawymi rozwiązaniami aranżacyjnymi.

Od początku bardzo spodobało mi się to szklane ogrodzenie oddzielające strefę basenową od strefy ogrodu. Wygląda to ciekawie, nowocześnie, ale przy okazji nasuwa kilka dość fundamentalnych pytań.

Przede wszystkim – czy to naprawdę jest potrzebne? Domyślam się, że w domu mieszkają małe dzieci i w trosce o ich bezpieczeństwo i święty spokój rodziców postanowiono zastosować takie ogrodzenie. Ale czy koniecznie musiało być ono ze szkła, które przecież wymaga częstego mycia, aby dobrze wyglądało, a przy tym, po umyciu staje się niewidzialną przeszkodą. Ktoś w to wleci i ups…

Przeszkadza mi też to jak mało tutaj mamy naturalnej zieleni w postaci trawy. Chyba ze spokojem wystarczyłaby opaska ochronna wokół basenu plus na przykład brodzik do przemycia nóg przed wejściem – tak wielki, odeskowany teren chyba nie jest potrzebny. No, ale to już tylko taka moja dygresja poza wszystkim, bo przecież nie każdemu musi się podobać trawa.

Podobno są tacy ludzie, którym się trawa nie podoba. 😉

Od tyłu bryła domu nie robi na mnie szczególnie wrażenia, ani niczym nie zachwyca. Jest za to bardzo funkcjonalna (z tego co czytałem, to owa wystająca odnoga ze stołem została dodatkowo dobudowana w czasie prac remontowych) i świetnie doświetlona. Prosto i funkcjonalnie.

Bardzo fajny jest ten taras. Nie wydaje się specjalnie duży, a tymczasem to jest jednak spory kawałek powierzchni. Jak się dostawi stół do tej ławki z betonu, albo połączy się taras z wystającą, przeszkloną częścią za nami, to jest gdzie ucztować. Poza tym świetnie wygląda owa ściana wyłożona drewnem – niesamowicie estetyczny i modny element ozdobny.

Zastanawiacie się może co to za dizajnerski, zielony piesek-zabawka nam się plącze pod nogami? To jest nic innego jak Me Too Puppy Dog zaprojektowany przez Eero Aarino. Bardzo ciekawy obiekt – myślę, że poświęcę mu kiedyś więcej uwagi.

Naprawdę podoba mi się ta wystająca odnoga. Fajnie, że znalazło się na nią miejsce, bo z jednej strony ładnie odsłania nas od sąsiadów z ogrodu obok, a z drugiej w pewien sposób „przytula” cały ten taras i ludzi na nim się znajdujących.

Poza tym funkcjonalnie jest to super przemyślane. Możemy się zamknąć w środku i zjeść posiłek w świetnie doświetlonym miejscu, albo wręcz przeciwnie – odsunąć duże przesuwane okno i jeszcze bardziej zbliżyć się z zewnętrzem. Nic, tylko cieszyć się takim komfortem!

No dobra, a jak to wygląda od środka?

Przede wszystkim bardzo dynamicznie, kolorowo, ale wciąż ze smakiem. Jest tu przestronnie i jak już od dawna podejrzewaliśmy – bardzo jasno. Doceniam, że na ścianach i półkach pojawiła się sztuka. Niestety niewiele osób decyduje się na nią u siebie, a szkoda, wielka szkoda.

W rogu, pod oknem stoi – kojarzony pewnie przez wielu z Was – Cathy Accent Chair i choć wygląda bardzo przyjemnie, to jednak jest dość oklepanym meblem. Gdyby ktoś z Was chciał równie stylowy i uroczy fotel mieć u siebie, to polecam zainteresować się ręcznie robionymi -> Piu Fotelami <- ze Swarzędz Home. Na pierwszy rzut oka od swojego Brytyjskiego kolegi różnią się tylko (albo aż?) tym, że mają gięte, drewniane podłokietniki.

Kuchnia jest boleśnie oklepana i chyba wszyscy mamy już troszkę dość tego schematu w jakim została urządzona. Pamiętajmy jednak, że opisywana tutaj realizacja jest z 2013 roku, więc wtedy patrzyło się na to trochę inaczej. 😉

Zastanawiam się nad jedną rzeczą – czy aby na pewno jest tutaj potrzebna aż tak gęsta zabudowa? Czy tych szafek nie jest trochę zbyt wiele, nie przytłaczają tej przestrzeni? Wydaje mi się, że mimo wszystko jak na potrzeby standardowej rodziny nie trzeba tego aż tak wiele. Jednak umiem sobie wyobrazić, że w tych szafkach przechowuje się na przykład chemię gospodarczą, albo gdzieś tu jest ukryta pralka.

Jeśli w rzeczywistości tak jest, to doceniam. Zwłaszcza jeśli jest ukryta pralka (w tym miejscu puszczam dyskretne oczko do wszystkich, którzy wzięli udział w niedawnej, gorącej dyskusji na temat ukrywania pralek. Dla niezorientowanych -> tutaj

<- link do posta na facebooku.)

W jadalni będącą pokojem przechodnim pomiędzy salonem, a kuchnią zdecydowanie triumfuje Saarinrn Dining Table z marmurową okleiną na blacie zaprojektowany przez Eero Saarinena, o którym pisałem w -> ostatnim poście <- o luksusowym mieszkaniu w Niemczech. Jak pewnie zauważyliście imię Eero pojawia się w dzisiejszym poście drugi raz. Obaj wspomnieni projektanci mieli Fińskie pochodzenie, więc to stąd ta zbieżność. 😉

Mam jakiś taki delikatny zgrzyt jeśli chodzi o krzesła. To klasyczne, drewniane meble gięte i w tym swoim naturalnym wybarwieniu średnio mi pasują. Ja postawiłbym chyba na czarny kolor, aby było mniejsze rozbicie w temperaturach barwowych i silniejsze nawiązanie do motywu marmuru na blacie.

Salon zdaje się być zupełnie z innej parafii!

To klasyka w każdym calu przełamana awangardowym podejściem do materii. Najbardziej spektakularna jest tutaj zdecydowanie lampa sufitowa z piórkami (?), trudno przeoczyć fragment fotela w żółto-białe pasy, czy poduszkę w błękitne plamy na sofie.

Zestawienie tego wszystkiego wokół szalonego dywanu i w towarzystwie eleganckiej, błękitnej sofy daje nam poczucie przestrzeni swobodnej, eksperymentalnej, wyłamującej się z szeregu. Na mój gust za dużo się tutaj dzieje, ale doceniam wykreowany klimat.

Łazienka jest zdecydowanie bardziej stonowana i z nowoczesnym zacięciem. Ciekawe jest ustawienie w jednym pomieszczeniu naprawdę dużej kabiny prysznicowej i sporej wanny – trochę nie rozumiem tego rozwiązania, ale to dlatego, ze na ogół jestem raczej przeciwnikiem wanien. Ale już dużych kabin prysznicowych, nie. 😉

Odważne wydaje mi się zestawienie rudawej cegły na podłodze z betonową szarością na ścianach. Pierwsze wrażenie jest trochę dzikie, ale w sumie całość wygląda całkiem spójnie. Ciekaw jestem na jakiej zasadzie jest ten świetlik sufitowy w kabinie – czy to faktycznie jest wybita w suficie dziura, czy raczej oryginalnie umieszczona lampa? Jakkolwiek by nie było – efekt jest super.

 

I tak oto dotarliśmy do wyjścia!

Dom uważam za całkiem udany. Naprawdę jest w nim wiele świetnych, interesujących smaczków, ale oczywiście w paru miejscach był zgrzyt. Prawdę mówiąc za najbardziej udaną uważam tę część domu wokół tarasu, czyli ogród z basenem i pierwszy salon z dużymi przeszkleniami, aż do kuchni. Reszta jest całkiem okej, ale nie porywa.


Zdjęcia zostały użyte za pisemnym pozwoleniem autorów. 

Projekt: Luigi Rosselli

Zdjęcia: Justin Alexander


A co Tobie najbardziej się tutaj spodobało?


Jeśli ten wpis Ci się spodobał, to udostępnij go znajomym przy pomocy przycisków na dole.

Polub również -> facebooka <- (codzienne inspiracje wnętrzarskie) oraz zaobserwuj na -> Instagramie <- (ładne zdjęcia starych budynków).

Możesz też do mnie napisać maila: janek@soczekpomaranczowy.pl