Kazimierz Kalkowski – „Kruchość Materii”

Już dość dawno zapowiadałem, że na moim blogu chcę regularnie pisać o wystawach, na których byłem. Traktuję to jako pewien motywator dla siebie do tego, aby częściej ruszyć się z domu, nauczyć się obcować ze sztuką oraz o niej pisać. Poza tym uważam, że trochę za rzadko bywamy na różnych wernisażach i fajnie by było to zmienić.

Ktoś może powiedzieć „hej, Jasiek, ale przecież temat urządzania wnętrz i sztuki tak sobie się łączy” – otóż nieprawda. Po pierwsze: zaryzykuję stwierdzenie, że architekt wnętrz jest artystą (jeden mniej, drugi bardziej, ale nadal mamy do czynienia z artystą), a po drugie: dzieła sztuki są nierozerwalnie związane z naszymi domami, a co za tym idzie – wnętrzami.

Każdy z nas ma u siebie jakieś dzieła sztuki. Obrazy na ścianach, grafiki, ceramikę, szczególne meble, czy coś innego, no nie? Poza tym – to mój blog, więc pisać tu będę co tylko będę chciał i nie muszę się z tego tłumaczyć. 😀

Dobra, dość tego przydługiego wstępu – Kazimierz Kalkowski zaprasza na wystawę.


Wystawa odbywa się w całkiem dobrze mi znanych wnętrzach Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu. Całość jest ustawiona tak, aby goście nie byli rozpraszani żadnymi innymi bodźcami, niż te jakie dostarczają nam wystawione obiekty.

Panuje cisza, ściany są czarne, a rzeźby, które wykonał Kazimierz Kalkowski (bo to one stanową przedmiot naszego zainteresowania) są punktowo oświetlone przez reflektory. Mamy zapewnione bardzo komfortowe warunki do skupienia i kontemplacji.

Kazimierz Kalkowski, zdjęcie: Jan Machyński soczekpomaranczowy.pl
Kazimierz Kalkowski, zdjęcie: Jan Machyński soczekpomaranczowy.pl

Pierwsze co mnie uderzyło, gdy tylko zacząłem oglądać wystawę, to wielkie bogactwo ornamentów i detali. Powiedziałbym, że to wszystko jest niemalże przeładowane, przesycone, do granic wytrzymałości obciążone, wręcz barokowe. Było to dla mnie coś totalnie nowego.

Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że sztuka, która dziś powstaje jest minimalistyczna, maksymalnie oszczędna, czasem niemalże prefabrykatyczna, a tutaj zderzyłem się z czymś wprost odwrotnym. Odbieram to poniekąd jako zarzut, cios w twarz obecnym trendom w sztuce, a może nawet jako pewien przejaw pogardy Kalkowskiego wobec nich.

Kazimierz Kalkowski, zdjęcie: Jan Machyński soczekpomaranczowy.pl
Kazimierz Kalkowski, zdjęcie: Jan Machyński soczekpomaranczowy.pl

Z drugiej strony – czy sztuka może ulegać jakiejkolwiek modzie? Czy nie byłoby to sprzeczne z jej ogólnym pojęciem? Niby może, ale byłoby to trochę dziwne, trochę odbiegające od naszych wyobrażeń o indywidualiźmie artystów oraz ich wolności twórczej, prawda?

Żeby było ciekawiej – rzeźby te, choć są wykonane „anarchicznie”, z gliny i przejawiają niepopularną estetykę, to czasem odnoszą się do nowoczesności. Chodzi tu o to, że obok smoków, wielkich węży, krasnali mamy tutaj również motocykle, czy roboty grające na altówkach! Jak dla mnie jest to genialne zagranie, gdyż pokazuje, że artysta wcale nie jest zacofanym, czy oderwanym od rzeczywistości dziwakiem, ale właśnie świadomym, naprawdę przygotowanym twórcą, który dobrze wie co chce przekazać.

Kazimierz Kalkowski, zdjęcie: Jan Machyński soczekpomaranczowy.pl
Kazimierz Kalkowski, zdjęcie: Jan Machyński soczekpomaranczowy.pl
Kazimierz Kalkowski, zdjęcie: Jan Machyński soczekpomaranczowy.pl
Kazimierz Kalkowski, zdjęcie: Jan Machyński soczekpomaranczowy.pl

Kalkowski w swoich rzeźbach regularnie sięga do motywów demonów, potworów, smoków, karłów, czy innych fantastycznych stworzeń. Co ciekawe przedstawia je jako postacie pozornie pozytywne, rozbawione, roztańczone, rozśpiewane. Czasem miałem poczucie, że zjawiłem się na jakiejś imprezie, festiwalu radości i szczęścia, gdzie świętujemy coś naprawdę niesamowitego.

Kazimierz Kalkowski, zdjęcie: Jan Machyński soczekpomaranczowy.pl
Kazimierz Kalkowski, zdjęcie: Jan Machyński soczekpomaranczowy.pl

Po głębszej obserwacji doszedłem do wniosku, że raczej mamy do czynienia z danse macabre. Pod maską radości, szczęścia dostrzegłem obrzydliwość, rozkład, zniszczenie i chaos. Czy jest to jakaś metafora do naszego życia? Moim zdaniem to całkiem prawdopodobnie. Cały czas mam poczucie, że te rzeźby są objawem złości artysty na styl życia wielu ludzi, pewnej irytacji na wszechobecne zakłamanie, a także chęci…ostrzeżenia przed zagrożeniem.

Kazimierz Kalkowski, zdjęcie: Jan Machyński soczekpomaranczowy.pl
Kazimierz Kalkowski, zdjęcie: Jan Machyński soczekpomaranczowy.pl

Na rzeźbach regularnie pojawiał się motyw małpy/hobbita/chochlika, który, zdaje się, otwarcie szydzi z naszej głupoty, wyśmiewa ją, czerpie z niej energię do swojej zabawy. Przyznam się szczerze, że zafascynowały mnie te postacie. One pokazują jak bardzo jesteśmy ślepi w swoim zakłamaniu, głupi w swoim „szczęściu”.

Nie chcę wyjść tutaj na cynika, czy zgorzkniałego, mentalnego starca, ale z jakiegoś powodu naszły mnie tego typu myśli. W sumie – kto wie jak wiele może być w tym wszystkim prawdy? Może warto się na to wyczulić?

Czas trwania wystawy: do 12 lutego 2017


Kazimierz Kalkowski jest Gdańskim artystą z naprawdę dużym dorobkiem i doświadczeniem. Nie mam co do tego wątpliwości. Od lat bierze udział we wspólnych i indywidualnych wystawach, jego prace kupuję kolekcjonerzy z całego świata, szczyci się wykonaniem, w sumie ok 500 metrów kwadratowych witraży oraz zleceniem na wykonanie rzeźb w kościele w Gdańsku Przymorzu.


Mam nadzieję, że zainteresowałem Was tym co tworzy Kazimierz Kalkowski i jeśli nie jesteście z Poznania to będziecie nadstawiali uszu na informacje o jego kolejnych wystawach, a jeśli mieszkacie w Mieście Pyry to…wpadniecie do Arsenału! Równolegle, piętro wyżej trwają dwie, nie gorsze wystawy – Paweł Polus oraz jego „Miejsca do wypełnienia”, a także Marek Chlanda ze swoim „12 kroków AA”.

Polus zaprezentował cykl obrazów, rysunków oraz instalacji artystycznych mających nas zmusić do zastanowienia się nad sensem istnienia pewnych przedmiotów, przedefiniowania ich znaczenia, zmiany formy bez zmiany funkcji. Ciekawa, ale momentami przytłaczająca wystawa.

Czas trwania wystawy: do 29 stycznia 2017

Marek Chlanda mimo, że skromnie, gdyż wystąpił z cyklem 12 rysunków poświęconych walce z alkoholizmem (Klub AA, to inaczej Klub Anonimowych Alkoholików) to jednak poruszył temat, jak sami wiecie – bardzo ciężki. Jego rysunki odnosiły się do Klubu AA i jego zasad, ale zaobserwowałem, że te „kroki” również mogą bardzo pomóc przy rozwiązywaniu innych problemów życiowych.

Osobiście powiem, że bardzo poruszyła mnie ta wystawa – te rysunki nie są bezpośrednie, bazują na domysłach, w pewnej części też na naszej wyobraźni, momentami stają się niemalże psychodeliczne, dramatyczne. Bardzo polecam.

Czas trwania wystawy: do 29 stycznia 2017


Facebook <- codziennie inspiracje wnętrzarskie

Instagram <- zdjęcia pięknych secesyjnych i klasycystycznych kamienic z Poznania.

Twitter <- krótkie komentarze, ciekawostki ze świata designu i architektury.

Chcesz mi coś napisać? Pisz!   janek@soczekpomaranczowy.pl