„Jony Ive” Kahney Leander | RECENZJA

Muszę Wam wyznać, że bardzo lubię firmę Apple. Powiedziałbym wręcz, że jestem z lekka jej fanboyem. Pracuję na iMac’u, zdjęcia na instagram wstawiam z iPhone’a, a wpisy na blogach, które śledzę przeglądam na iPad’zie. Apple jest wszędzie wokół mnie i czuję się z tym faktem niesamowicie komfortowo.

Doceniam tę firmę za niezawodność ich sprzętu, bardzo przyjazny interfejs, a wreszcie – za doskonały dizajn. I to właśnie o doskonałości tego dizajnu, a dokładnie o procesie jego kształtowania chciałbym dziś napisać.


Jony Ive. Chyba każdy kiedyś to nazwisko słyszał.


Ten Brytyjski projektant od samego początku, gdy tylko zacząłem czytać jego biografię robił na mnie wielkie wrażenie. Powiedziałbym, że nawet delikatnie mnie onieśmielał.

Jego niesamowity talent do rysunku i kreatywność wyszły na jaw już w czasie szkoły średniej, gdy sporządził swoje pierwsze projekty. Na bazie tych projektów wykonywał doskonałe, precyzyjne modele, z którymi od tamtej pory będzie już zawsze kojarzony.

I które staną się poniekąd jego przepustką do Apple. 

Fascynuje mnie to jak bardzo, już od samego początku Jony Ive był „złotym dzieckiem”. Szalenie utalentowany, wygrywał konkursy, miał świetne pomysły i wyczucie estetyki. Wykorzystał kontakty swojego ojca, aby dostać się na studia ufundowane mu przez prywatną firmę w zamian za odbycie stażu w niej, zaraz po otrzymaniu dyplomu.

Wyobrażacie sobie jak wielkie wrażenie musiał zrobić na zarządzie tej firmy, aby tak się mogło stać?


 

Podpowiem: ogromne.

Ciekawe w tej biografii jest to, że choć jest to biografia Jonego, to jednak wszystko toczy się wokół dizajnu. Jak mówimy o jego ojcu, to tylko w kontekście tego, że był złotnikiem (dzięki niemu Jony Ive miał takie wyczucia do detali), a także tego, że uczył w college’u i znacząco przyłożył się do zmiany systemu nauczenia o wzornictwie przemysłowym w UK.

O jego matce, rodzeństwie, nic nie wiemy. O jego relacjach z rówieśnikami w szkole także, a to przecież mógłby być niesamowicie ciekawy punkt! Trochę mi ta sytuacja przeszkadzała, bowiem zamiast o Jonym czytaliśmy o Apple i procesie projektowania jej produktów.

Jony Ive

Dowiedziałem się bardzo dużo na temat technik projektowania jakich używa(ł) Jony Ive, o problemach projektanckich przy poszczególnych produktach Apple, o tym jakie innowacje Jony wdrażał w poszczególnych latach. Przeczytałem sporo o jego zespole, problemach produkcyjnych, o konfliktach z przełożonymi i przyjaźni z Stevem Jobsem.

Poznałem Apple od wewnętrznej strony (oczywiście zdaję sobie sprawę z tego jak ograniczona jest to wiedza – firma tego pokroju szalenie mocno pilnuje swoich sekretów, nie łudźmy się, że nie), poczułem trochę klimat wydziału wzornictwa firmy, odrobinę liznąłem wiedzy o innych projektantach i to było fajne.

Tylko wydaje mi się, że gdy mam w rękach książkę „Jony Ive” to mogę oczekiwać, że poznam tego człowieka jako…właśnie człowieka, a nie tylko jako projektanta. Jasne! To jest projektant pełną gębą, jedna z najważniejszych postaci historii najnowszej świata, ale nadal, po przeczytaniu tej biografii prawie nic o nim nie wiem.


Poznałem projektanta, ale nie człowieka.


Uważam jednak, że to była bardzo ciekawa pozycja. Nie żałuję wydania na nią swoich pieniędzy. Patrząc na charakter tego blogu i charakter moich zainteresowań w sumie powinienem być całkowicie zadowolony. W końcu mogłem poczytać o tym jak, niemalże krok po kroku powstawały produkty, które tak bardzo lubię!

I hej – jestem zadowolony, serio.

Tylko, że ja lubię zaglądać ludziom za próg. 🙂 

Biorę też poprawkę na to, że ta książka nie jest oficjalną biografią tego projektanta. Jony Ive nie wspierał (a przynajmniej oficjalnie) autora w jej pisaniu, Apple odmówiło udzielania jakichkolwiek informacji, czy komentarzy. Nawet Northumbria University, alma mater Jonego odmówiła udzielania informacji na temat swojego słynnego absolwenta.

Widać, że pieniądze i potęga Apple bardzo skutecznie zamykają usta wielu ludziom.

Całość opiera się na tym co autorowi udało się samodzielnie wyszukać oraz na bazie wywiadów z byłymi pracownikami Apple, którzy mieli do czynienia z Ive’em. Niepokoi mnie tylko fakt, że bardzo wiele z osób, których wypowiedzi były przytoczone pozostało anonimowych. Trudno jakkolwiek ocenić wiarygodność ich wypowiedzi co zmusza mnie do zachowania pewnego dystansu.


I Was też do tego zachęcam – przeczytajcie tę książkę jeśli interesuje Was dizajn, ale zachowajcie pewien dystans. No i przymknijcie oko na momentami zbyt mocne gloryfikowanie Apple, bo czasami może drażnić. 😉


Jeśli ten wpis Ci się spodobał, to udostępnij go znajomym przy pomocy przycisków na dole.

Polub również -> facebooka <- (codzienne inspiracje wnętrzarskie) oraz zaobserwuj na -> Instagramie <- (ładne zdjęcia starych budynków).

Możesz też do mnie napisać maila: janek@soczekpomaranczowy.pl