Jesienna kawka i przemyślenia na temat fotografii

Jak się chwilę zastanowię, to fotografią zajmuję się już od naprawdę bardzo długiego czasu. Najpierw jako dzieciak bawiłem się takim tanim aparacikiem od Sony, potem pojawiła się w domu lustrzanka, więc, naturalnie złapałem się za nią. Następnie był kurs fotografii, samodzielny zakup swojej lustrzanki i kolejny kurs. Już dla bardziej zaawansowanych. Jakoś w międzyczasie pojawił się aparat analogowy.

Nie wiem, czy ktoś z Was był kiedyś na kursie fotograficznym, ale mnie za każdym razem pytano „co chcesz fotografować?” i ja za każdym razem odpowiadałem identycznie „krajobraz”. Praktycznie od zawsze doskonale wiedziałem co mnie interesuje w fotografii. Kocham przestrzeń, patrzenie na wszystko z dużej odległości, z ogromnie szerokim polem widzenia. Lubię utrwalać to co widzę i czuję stojąc np. na szczycie góry.

Ale niezbyt lubię fotografować ludzi.

Choć czasami bywa tak, że mam okazję złapać i ciekawy krajobraz i ludzi na nim.

Podobne ujęcia są jednak w mojej „karierze” wielką rzadkością. fot. JanMachyński.com

Z momentem, gdy noszenie lustrzanki zaczęło być dla mnie uciążliwe, niewygodne, i gdy zacząłem czuć, że mnie ona w jakiś sposób ogranicza, praktycznie całkowicie przerzuciłem się na fotografię mobilną. Wtedy też mocno skoncentrowałem się na robieniu zdjęć architektury. Uznałem, że w fotografii liczy się przede wszystkim moja wygoda, bo to od niej zależy, czy będę umiał w odpowiednim momencie dostrzec dobry kadr.

To trochę przeczy temu jak wygląda profesjonalne fotografowanie krajobrazu, w ten sposób pracują raczej reporterzy. Jak się robi krajobraz, to wiecie, Ci ludzie idą np. na takie wydmy jak na zdjęciu wyżej (przy okazji – to są wydmy w Maspalomas, na Gran Canarii) z lustrzanką pełno-klatkową (czyli ważącą przynajmniej drugie tyle co standardowa lustrzanka) i tragają wielkie, ciężkie statywy. Do tego dochodzi masa bibelotów w postaci filtrów na obiektywy, stabilizatorów i wszystkiego innego.

Czyli zanim taki profesjonalny fotograf pójdzie robić zdjęcia, bardzo często najpierw idzie poszukać miejsca, w którym spodziewa się mieć ciekawy i warty sfotografowania widok. Wpierw wszystko sobie planuje, a dopiero późnej przychodzi z aparatem i resztą majdanu.

No w moim przypadku to niezupełnie tak się udawało, bo rzadko kiedy mam dość dużo czasu, aby w podobny sposób robić zdjęcia.

I w tym momencie przychodzi eureka!

Pomyślałem sobie „Janek, skoro piszesz bloga o wnętrzach, to czemu do cholery jeszcze nie fotografujesz wnętrz?”. I to był moment, w którym ruszyłem po aparat, statyw i odkurzyłem w głowie swoją wiedzę o fotografowaniu lustrzankami (przecież przez prawie rok nie miałem „normalnego” aparatu w rękach).

Zacząłem się bawić w Martę z blogu ZOYKA HOME, w Ulę z Interiors Design Blog i w wiele innych dziewczyn, które pokazują u siebie na blogach piękne i naprawdę na wysokim poziomie stylizacje stołów i wnętrz. Od dawna śledzę ich pracę i czas był, aby coś wreszcie od nich odgapić.

Teraz już wiem, że to wcale nie jest taka prosta sprawa, aby wszystko jakoś ułożyć, aby jakoś wyglądało i jakoś nie sprawiało, że się ma ochotę stracić wzrok i pamięć. Wiem już też, że bardzo spodobało mi się całe to zajęcie. Jest stosunkowo statyczne (słowo klucz!), można na milion sposobów bawić się głębią ostrości (rozmycie tła), no i powala ilość najprzeróżniejszych opcji ułożenia tych wszystkich rzeczy na zdjęciu.

Mogę ze sporym przekonaniem powiedzieć Wam, że od dziś na blogu będzie więcej zdjęć wnętrz i stylizacji stołów. To element tego podnoszenia poprzeczki w blogowaniu, o którym pisałem po powrocie z Blog Forum Gdańsk. Mam zamiar nauczyć się tworzyć fajne stylizacje i sprawić, aby z biegiem czasu cudze zdjęcia stały się na Soczku jedynie dodatkiem, a nie tak jak jest teraz – zdecydowaną większością treści.

Dajcie znać w komentarzach co myślicie o tym wszystkim i o moich zdjęciach!

 

fot. SoczekPomarańczowy.pl
fot. SoczekPomarańczowy.pl
fot. SoczekPomarańczowy.pl
fot. SoczekPomarańczowy.pl
fot. SoczekPomarańczowy.pl
fot. SoczekPomarańczowy.pl

Niech Was tytuł i zdjęcia nie zmylą – dalej jestem wierny soczkowi pomarańczowemu i w dalszym ciągu nie znoszę kawy! Na tych zdjęciach zdecydowałem się na sfotografowanie filiżanki z kawą, bo wydawało mi się, że to „najbezpieczniejsza” opcja na dobry początek tej zabawy.

A kawa niedobra. Zwłaszcza, że zanim skończyłem zdjęcia, to już dawno zdążyła wystygnąć. xD


Jeśli ten wpis Ci się spodobał, to udostępnij go znajomym przy pomocy przycisków na dole.

Polub również -> facebooka <- (codzienne inspiracje wnętrzarskie) oraz zaobserwuj na -> Instagramie <- (ładne zdjęcia starych budynków).

Możesz też do mnie napisać maila: janek@soczekpomaranczowy.pl


 

  • To zdjęcie z wydmy jest cudne!
    I bardzo cieszę się, że będzie więcej Twoich zdjęć wnętrz – super! 😀

    BTW, wiesz, że ja też nie lubiłam fotografować ludzi? Tj. uważałam to za najbardziej niewdzięczną rzecz do fotografowania – bo się rusza, bo jak więcej osób, to jeszcze trudniej zapanować nad „materiałem”, bo bywa, że potem ktoś niezadowolony… Ale jak pojawił się synek… Zaczęłam uwieczniać jego kolejne dni, potem – gdy zauważyłam, że w rodzinnym albumie są w zasadzie wyłącznie JEGO zdjęcia – naszą codzienność… A gdy pojawiła się córa (a jak byłam w ciąży lustrzanka ;)) to już w ogóle… I okazało się – paradoksalnie! – że lubię robić zdjęcia ludziom. Ale takie niepozowane, naturalne, łapiące chwilę… Nie spodziewałabym się wcześniej 😉

    • To w sumie bardzo ciekawy przykład rozwijania się Twojej zajawki. Jednak w moim przypadku mam wielką nadzieję, że nie będę musiał czekać na dziecko, aby przekonać się do fotografowania ludzi! 😀

  • Maspalomas <3
    Nieźle Ci wyszła ta kawka. To ta, ze staniem na stole? 😛
    Ja mam właśnie zawsze opory przed fotografowaniem jedzenia albo ciepłych napoi bo nie lubię zimnych 😀 I dlatego tak mało takich tematów u mnie.
    Albo po prostu zapominam, wżeram się i za chwilę "fuck, mogłam strzelić fotę". A tu już zęby odbite 🙁

    • Tak, stałem na stole, aby dobrze dobrać ostrość – założyłem taki stareńki obiektyw Nikona bez autofocusa, więc trzeba było sobie poradzić. 😀 Wiem o czym mówisz, ale o dziwo, gdy się bierze żarcie stricte z zamiarem sfotografowania, to jakoś udaje się poskromić łakomstwo. Przynajmniej mi. XD