Gdzie lepiej mieszkać – na wsi, czy w mieście?

Zaryzykuję stwierdzenie iż chyba nie ma osoby na tym świecie, która by nie zadała sobie tego pytania, choćby raz w życiu. W każdym razie na bank są takie osoby, które zadały je sobie z milion razy. I nadal nie wiedzą. Ten wpis dedykuję właśnie tym osobom – może jakoś Wam pomogę.

Aktualnie mieszkam w dość dużym domu na terenach wiejskich. Nie piszę „na wsi”, gdyż za sąsiadów mam raczej bogatszą klasę średnią, niż krowy, czy kury. Choć gdyby przyszłaby mi do głowy szalona fanaberia, aby napić się mleka z porannego dojenia lub zjeść sobie wolnowybiegowe jajko sadzone na bezglutenowym maśle, to w trzy minuty rowerem i jestem u znajomego gospodarza.

Ale wiecie, takiego typowego – traktory, kombajny, obora, stodoła, wielopokoleniowy dom jednorodzinny i te sprawy. Czyli tereny wiejskie ze sporą ilością mieszczuchów i z występującymi przedstawicielami typowej wsi. Jednak bez obaw, bo pięć kilometrów dalej jest już typowa wieś, gdzie mamy zdecydowanie więcej typowych gospodarstw, niż domów ludzi z miasta.

Mój dom stoi na obrzeżach owych terenów wiejskich, tuż pod ścianą lasu. W związku z tym mi i mojej rodzinie przypada zaszczytna rola chronienia delikatnych pań z miasta, przed zającami, które, jak powszechnie wiadomo są śmiertelnym zagrożeniem dla człowieka.

Niestety nie wszyscy moi sąsiedzi wytrzymują presję wynikającą z konieczności życia na terenach wiejskich przy granicy z lasem. Coś mi podpowiada, że niedługo będzie tu kilka domów do kupienia. Jednak nie napalajcie się, to drobnica, raptem 2-4 miliony za dom, więc wiecie, słabo trochę. Trza by to kupić, zburzyć i zbudować coś  bardziej przyzwoitego.

Dobra, bo widzę, że napisałem 240 słów wstępu, a Wy przecież chcecie się dowiedzieć, gdzie lepiej mieszkać – na wsi, czy w mieście?

Wieś ma dla mnie kilka zasadniczych zalet – jest cicho, spokojnie, mało ludzi, czyste powietrze i bardzo przestronne tereny rekreacyjne (raj dla rowerzystów, czy biegaczy). Jako introwertyk, bardzo dobrze czuję się żyjąc w pewnym oddaleniu i odizolowaniu od reszty domów (pod lasem). Mam pełny komfort wypoczywania na tarasie, a w deszczowe dni na zadaszonej werandzie, zimą przy kominku, a latem w basenie na ogrodzie.

Powiem zupełnie szczerze, że z mojego, subiektywnego punktu widzenia to miejsce jest idealne do życia. Postrzegam je niemalże w samych superlatywach, poza wyjątkami, gdy np. potrzebuję się pojawić w szpitalu, a do Poznania mam 45 km, albo spodziewam się poczty, a ta nie potrafi łaskawie trafić do „białego domu z drewnianym płotem pod lasem”. Ale to naprawdę rzadkie chwile.

Jasiu, a czy Ty w ogóle masz porównanie?

Tak, mam. Pół życia mieszkałem w samiuśkim centrum Poznania, na 40 metrach kwadratowych. Mieszkanie było typowe, bo w bloku – łazienka, dwa pokoje i kuchnia z jadalnią. Tuż przy ruchliwej ulicy, 150 metrów od Starego Browaru, wszędzie blisko: do sklepu, szpitala, znajomych, hipsterskie knajpki i dobre restauracje też w zasięgu ręki – kurde, normalnie raj!

Tak, pod warunkiem, że lubisz tętno miasta. Lubisz wycie karetek, stały szum samochodów, całonocne świecenie latarń ulicznych przez okno, prosto w Twoją twarz lub hałas spowodowany licznymi imprezami każdego wieczoru. Ja naprawdę rozumiem ludzi, którzy uwielbiają tak żyć i widzę w tym sens. Jednak dla mnie synonimem miasta jest hałas, a to sprawia, że ja tam nie chcę żyć.

A także ludzie. Jak wspomniałem, jestem introwertykiem, lubię mieć czasem małe grono osób przy sobie, ale tylko na chwilę, parę godzin, a później to najchętniej bym się z nimi żegnał. Trudno ten stan wyjaśnić – w pewnej chwili czujesz się bardzo zmęczony i masz ochotę iść spać lub czytać książkę, byleby nie było przy Tobie żywego człowieka. Jak ktoś bardzo przegnie, to czasem faktycznie może mieć przy sobie martwego człowieka – przynajmniej wreszcie można się skupić na tej książce i swobodnie puszczać bąki. O!

Po przeprowadzce na moje tereny wiejskie, nadal chodziłem do szkoły w Poznaniu i to było dobre, bo nie przeżyłem szoku będącego efektem tak wielkiego kontrastu w zmianie stylu życia jaka zaszła. Trochę miasta, trochę wsi. Aktualnie, już drugi rok w poznaniu jestem sporadycznie, dwa razy w tygodniu, a tak to całymi dniami siedzę w chacie, piję tłuste mleko i wiodę próżniacze życie blogera internetowego.


No więc, gdzie lepiej mieszkać – na wsi, czy w mieście? Jeśli chodzi o mnie, to zdecydowanie na wsi. Planując swoje życie staram się organizować wszystko tak, aby absolutnie nie musieć mieszkać w żadnym mieście, a jedynie móc sobie na luzaczku, się w nim pojawiać, gdy będę miał taką potrzebę.

Bo moje idealne miejsce do życia to dom nad jeziorem, duży ogród i jak najmniej sąsiadów. Taki odludek ze mnie. W ogóle to napisałem kiedyś tekst o moim domatorstwie -> TUTAJ <- polecam Wam go przeczytać, jeśli ten się Wam spodobał.


Napisz mi w komentarzu:

Mieszkasz na wsi, czy w mieście? Masz odpowiedź na pytanie zadane w tytule wpisu?


Spodobał Ci się Soczek Pomarańczowy? Polub -> fanpage <- gdzie codziennie dostarczam moim fanom wnętrzarskich inspiracji oraz obserwuj mój -> profil na  Instagram <- gdyż tam dzielę się ciekawymi urywkami ze swojego życia.


Do przeczytania wkrótce!

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, to udostępnij go swoim znajomym! Posłuż się ikonkami poniżej:

  • / dekoland /

    Dobry post 🙂 Ja nadal zastanawiam się gdzie lepiej.. Mieszkam w domu dosłownie „pod” lotniskiem Chopina, nad głową co 10min przelatuje samolot. Często jednak wyjeżdżam na Mazury, na wieś. Powiem Ci, że to, co tam człowiek odczuwa (już podczas samej podróży) jest niesamowite. Jestem tam i czuje, że żyje, odpoczywam, jest spokój, natura, piękne widoki, lasy.. Ale mam wrażenie, że chyba jestem typowym mieszczuchem, ponieważ lubię czasem gdzieś sobie od tak pojechać (na zakupy- jak to baba).
    🙂

  • Paula

    Dla mnie od zawsze jedynym słusznym wyborem była wieś – ale w pobliżu dużego miasta. Miałam wątpliwą przyjemność przez znaczną część życia mieszkać na takiej kompletnej wsi, zabitej dechami, gdzie do większego miasta miałam godzinę drogi, a dojazd tam do najlepszych nie należał. Kochałam i kocham nadal to spokojne życie, tą ciszę, możliwość wyjścia na podwórko w samych gaciach, puszczanie muzyki i wiercenie o której mi się podoba, to że mam dla siebie nie tylko te paredziesiąt metrów podłogi, ale i kawałek trawnika, działkę choćby najmniejszą, ale własną. Ale nie da się zaprzeczyć, że miasto daje mnóstwo możliwości i rozwojowych, i towarzyskich i rozrywkowych i zarobkowych wreszcie. Dlatego, powtórzę się, dla mnie od zawsze wieś, ale w bliskim sąsiedztwie dużego miasta.

    • To też jest pewien kompromis, na który decyduje się bardzo wielu ludzi. Widać to choćby po tym jak dynamicznie rozwijają się osiedla domków podmiejskich. Prawdę powiedziawszy ja jestem jednak nieco bardziej radykalny – te 40-30 km od miasta to jednak musi być. 😉

  • Też mamy porównanie i zdecydowanie wybralibyśmy wieś. Na razie osiedliśmy w mieście jednak już kombinujemy jakby się tu teleportować na „wiejskie” tereny. Podczas remontu domu rodziców doświadczyliśmy tej całej aury, wieczorem gdy gasi się światło nie widać zupełnie nic. Z lasu dobiegają dziwne dźwięki, jednak jest to bardzo kojące. Nigdzie nie śpi nam się tak dobrze jak tam.

    • O tak! Jakość snu z dala od miasta jest nieporównywalnie lepsza, doskonale to rozumiem. 🙂 Pisaliście na blogu, że ten dom na wsi to ma być Wasze stałe miejsce zamieszkania, prawda? Czy coś mi się przewidziało?

  • A ja lubię małe miasteczka 🙂 w pieszym zasięgu do centrum, żeby można było ogarnąć większe zakupy bez samochodu, ale żeby jednak była cisza i spokój. Chociaż powiem Ci, po przeprowadzce ze ścisłego centrum Bytomia, do mieszkania jedynie kilometr dalej, różnica była ogromna. Było ciszej, bliżej do parku, ale skończyło się wychodzenie w środku nocy po płyn do naczyń czy czekoladę do nocnego.

    Miasto to przede wszystkim wygoda, szczególnie w przypadku, gdy się rzadko używa samochodu lub nie używa go wcale, a przynajmniej jedno dziecko musi podróż przebyć w wózku. Ale. Aktualnie wydaje mi się, że chcę na wieś, bo cisza i spokój i mniej okazji, żeby robić gówniane zakupy ;D jak wyjdzie to się okaże. Jak trafimy na średnie zadupie, to rozważymy auto albo rower, bo będzie ciężko faktycznie nawet z podstawowym jedzeniem typu chleb czy mleko, jak do sklepu będzie +2 km do pokonania z buta w jedną stronę 😀

    • Wiesz, że nawet nie wziąłem pod uwagę, pisząc ten wpis małych miasteczek? Traktuję je jako bardzo specyficzne miejsce do życia i będące tak jakby poza dylematem, o którym pisałem. Poza tym nigdy nie mieszkałem w mniejszych miejscowościach, więc trudno mi wydać ocenę. 😉

      Angelika, uważnie śledzę Wasze zmagania z przeprowadzką do Irlandii i trzymam kciuki, że traficie w piękne miejsce! Tym bardziej, że celujecie raczej w wieś, a widziałem zdjęcia na Tumblr, to wiem jak tam wygląda! 😀 😛

  • Ja mieszkam w mieście, natomiast nie jest to samo centrum ii mam blisko do lasu, więc tyle dobrego 😉 Patrząc na moich znajomych, którzy chcą mieszkać w centrum gdzie „wszędzie blisko” są to zazwyczaj osoby bez samochodu czy po prostu prawa jazdy. Mając auto nie widzę problemu, aby mieszkać na wsi, co więcej, jest to nasze małe marzenie – domek na wsi z dużym ogrodem 😉 Jednak na razie cieszymy się tym co mamy ;-), ale przyznaję, że zazdroszczę możliwości, które daje Ci mieszkanie w rejonach, które opisujesz.

  • Zacznę od diagnozy Twojego „syndromu” – zdziwię się, jeśli nie jesteś jedynakiem ;). Z życiem na wsi jak i w mieście jest jak z imigrantami. O ile potrafisz się dostosować i zaakceptować zasady to idealnie jest i tu i tu. Gorzej gdy Panie w szpilkach „wchodzą na zająca” i oczekują asfaltu w środku lasu. Jako mieszczuch z dziada pradziada irytują mnie ludzie sprowadzający się z prowincji, którzy rozciągają mi pod balkonem sznurek i wieszają pranie w samym centrum Krakowa. Albo co gorsza sąsiadka wchodzi jak to na wsi bez pukania, nie wspominając o zapowiedzi swojej wizyty ;). Ogromnie zazdroszczę Ci tych chwil alienacji. Ciszy, a raczej tych naturalnych dźwięków. Świeżego powietrza, wschodów słońca… Choć na wsi, takiej z gospodarką gdzie trzeba wstawać o świcie, żeby nakarmić zwierzęta i padać na nos wieczorem, w najgorszej wersji bez bieżącej wody i z latryną na pewno bym się nie odnalazła ;).

    • Janek ma młodszego brata 🙂

    • Mam dwóch młodszych braci, ale dzięki Magdo za czujność. 😉 Masz rację, wszędzie są rożne zasady i dobrze jest je poznać i ocenić na ile jesteśmy gotowi je zaakceptować – to jest ważne w przystosowaniu się do życia. 🙂 Ja też się nie nadaję do prowadzenia typowego gospodarstwa! 😀

  • To nie taka prosta sprawa wybrać. Ogólnie to lokacja brzmi jak miejsce z bajki i w takim miejscu chciałbym zamieszkać. W końcu. Tylko że zanim to nastąpi chciałbym jeszcze pomieszkać w dużych miastach. Bo też lubię, a nie czuję się jeszcze na tyle dojrzały, żeby dojeżdżać samochodem do pracy. A tej to raczej nie znajdę w mniejszych miejscowościach.
    No i też jest jeszcze sporo rzeczy, które warto spróbować i zobaczyć. Jak mi przejdzie, to najchętniej przeniósłbym się do takiego domku. Choć mam ten problem, że brak mobilności by mi doskwierał. O wiele lepiej byłoby kupić jacht. No i morze. Las jest bardzo fajny, ale morze chyba lepsze.
    Jacht to byłaby dobra sprawa. Mógłbyś sobie zmienić duże miasto na wioskę 😀

  • Nie musze czytać Twojego rtekstu, by odpowiedzieć na to pytanie. Dla mnie – powtarzam – dla mnie, nei am lepszego meijsca do życia niż duże miasto. Mieszkałam w śrdniej wielkości mieście, teraz meiszkam w Warszawie i uważam, że to jest mój raj.
    Domek na wsi – jasne, na meisiać wakacji, nei dłużej.

    Nie ma ejdnoznacznej odpowiediz an pytanie miasto czy wieś, wszystko zależy od osobistych predyspozycji.

  • U mnie to w dużej mierze zależy od etapu życia, czasem oddałbym wszystko z samotny domek na brzegiem morza, ale mam chwilę, że moim ideałem jest mieszkanie na 100 piętrze wieżowca w Szanghaju. Obecnie chciałbym żyć na tyle swobodnie, żeby móc zmieniać otoczenie co kilka miesięcy 😉

  • Bez dwóch zdań, ja wolę wieś. Choć na razie mieszkam w Poznaniu (dobrze, że nie w centrum), ale kto wie w najbliższym czasie być może się wyprowadzę 🙂