Felieton o starych budynkach i zachwytach nad nimi.

Nigdy specjalnie się nie zastanawiałem nad tym dlaczego właściwie tak bardzo lubię starą architekturę, dlaczego mnie ona tak pociąga. Ta miłość od zawsze była i jest i prawdopodobnie będzie, co mi bardzo pasuje. Przeżywam ją, cieszę swoje oczy i duszę, fotografuję, rysuję i z podnieceniem zwiedzam. Tylko…dlaczego?

Gdy wchodzę do jakiegoś starego budynku, kamienicy, czy domu, to zawsze mam poczucie, że otacza mnie swoista aura tajemniczości, podniosłości. Nie wiem na ile to mój mózg sobie te uczucia dopowiada, a na ile coś jest na rzeczy. Wiem za to, że nie jestem jedyny w tym „spaczeniu”.


Wchodzę i nagle czuję, że jest niesamowicie.


Stare budynki fascynują mnie dlatego, że mają w sobie mnóstwo energii. Nie jest to taka energia, którą się widzi, czy słyszy, tylko taka którą się czuje. W serduszku. To chyba trochę tak jak z wiarą w Boga – jedni czują coś całym sobą, a inni zupełnie nic nie czują. W sumie nie wiadomo dlaczego.

Do tego dochodzi jeszcze zachwyt nad kunsztem dawnych rzemieślników. Trudno przejść obojętnie obok starych, masywnych konstrukcji dachowych z drewna, które nawet na laiku zrobiłby wrażenie, czy solidnych ceglanych murów, albo sztukaterii na ścianach. Trudno nie poruszyć się widokiem starej, drewnianej podłogi, czy ręcznie wykonanej stolarki okiennej, albo drzwi.


Stare budynki są areną zachwytów.


Choć dla wielu to śmieszne i niezrozumiałe.

Nie wiem od czego zależy to, że jedni coś czują, a inni totalnie nie. Może od charakteru, czy wrażliwości. Może tego trzeba się nauczyć, albo przeżyć coś związanego z jakimś starym budynkiem? A może to jest coś co czują tylko nieliczni, w szczególny sposób obdarowani? Kto wie.

Z drugiej strony – tych nielicznych coś sporo jest. Jak sobie patrzę po swoich znajomych, po ludziach, z którymi rozmawiałem na ten temat, to podział jest dość równy. Część z nich najchętniej by burzyła modernistyczne pawilony i ceglane kamienice, a część wypruje sobie żyły, aby te budynki ochronić.


Kto ma rację? 

O ile ktokolwiek ma…


Bo może w ogóle nie ma żadnej racji? Przecież nie zawsze da się coś uratować, bo jest tak zniszczone, że to nie ma sensu. Tylko co wtedy z naszym dziedzictwem?

Te wszystkie budynki od kogoś otrzymaliśmy, ktoś je kiedyś postawił i należałoby się ustosunkować – jak należy je traktować? Czy jako właśnie spadek, dorobek kulturowy, świadectwo pracy wielkich architektów sprzed lat, którymi do dziś możemy się inspirować, czy czysto jako wartość, majątek, którym trzeba zarządzić z Excelem w ręku?

To już chyba kwestia osobista. Oczywiście dopóki sprawa nie dotyczy naprawdę wyjątkowych budynków, szczególnie wartościowych pod kątem kulturalnym. Z drugiej strony zaś rzeczywistość pokazuje nam, że nawet najbardziej wyjątkowe budynki nie zawsze oprą się urzędnikowi ze dźwigiem oraz deweloperowi z grubym portfelem.

Chciałbym móc zarażać swoją fascynacją. Wiem, że wielu mi podobnych także bardzo gorąco tego pragnie. Ileż świetnych kamienic by się dało wyremontować! Ile klimatycznych, uroczych domów na wsi byśmy ochronili przed zakryciem styropianem! Ile ponadczasowych mebli doczekałoby się odnowienia i drugiego życia w naszych wnętrzach!

Z jednej strony tak bardzo cieszę się, że świat postępuje do przodu, że architekci mają do dyspozycji coraz to nowocześniejsze technologie, że zdobywają nagrody, stawiają swoje budynki, które niemalże natychmiast stają się ikonami. Z drugiej bardzo bym nam i sobie życzył, abyśmy w tym wszystkim mieli trochę wyczucia, pokory, zrozumienia i szacunku do tego co było kiedyś.


Gdyby tego ‚kiedyś’ nie było, to dzisiejsza rzeczywistość nigdy by nie nastąpiła.


Pamiętajmy o tym.

fot. KaboomPics

Jeśli ten wpis Ci się spodobał, to udostępnij go znajomym przy pomocy przycisków na dole.

Polub również -> facebooka <- (codzienne inspiracje wnętrzarskie) oraz daj follow na -> Instagramie <- (ładne zdjęcia starych budynków).

Możesz też do mnie napisać maila: janek@soczekpomaranczowy.pl

  • Szymon | pomensku

    Starymi budynkami zacząłem się zachwycać dopiero wtedy, gdy zrozumiałem dlaczego. Dlaczego mają taki, a nie inny układ, dlaczego bywają wąskie a wysokie, dlaczego zabudowane są w pierzejach (a nie modernistycznie – jako oddzielne klocki), dlaczego kamienice na rogu były najdroższe i najprestiżowsze, dlaczego schody mają dusze, a dachy attyki (vide wielki pożar w Krakowie).

    Przed tym, jak zacząłem się interesować urbanistyką (a przez i po trosze architekturą), jakoś mnie stare budynki nie ruszały. Ot, były i co najwyżej mogły się podobać. Teraz zachwycają mnie swoją historią, detalami oraz niespotykanymi już rozwiązaniami. Aż żałuję, że nie interesowałem się tym w czasach, gdy mieszkałem na Bydgoskim Przedmieściu w Toruniu. Istny starociowy raj. Sam mieszkałem jednak w oficynie, która miała wadę dla mnie nie do przełknięcia – wszystkie okna zwrócone na północ 🙂 Co ciekawe, południowa ściana była także ścianą zewnętrzną, z dużo ciekawszym widokiem niż maleńki dziedziniec. Widać ktoś w zamierzchłych czasach planował dobudować tam drugie skrzydło oficyny, lecz czasy się zmieniły i powstało osiedle bloków 🙂

    Nie za bardzo się rozpisałem? 😉

    • Nie! Oczywiście, że nie. Bardzo mi miło, że podzieliłeś się swoimi doświadczeniami, jestem Ci wdzięczny. 🙂

      No ale popatrz, nie pomyślałem o tym, a to też ma sens – zrozumienie czegoś dzięki zdobyciu wiedzy na ten temat. Ileż problemów byśmy mogli rozwiązać (nie tylko tych związanych z budynkami, ale też takich społecznych, osobistych) gdyby więcej osób miało podobne podejście do Twojego!

  • Dla mnie to kwestia wrażliwości, szacunku i pokory. Uważam podobnie jak Ty, że stare kamienice, budynki są zachwycające, bo kryją w sobie tajemnicę i czuć w nich ducha przeszłości. Ja mieszkam w Krakowie i pamiętam, jak Tata czasem mówił mi na spacerze: „Popatrz w górę, zobacz jakie piękne kamienice, szczegóły, zdobienia. A tutaj, wiesz kto tu mieszkał?… itd.” Później nie zastanawiałam się nad tym, w czasie studiów nie raz mknęło się przez Rynek bez chwili refleksji 🙂 Teraz to wraca, ogromnie doceniam, że mieszkam w tak cudnym mieście i staram się przekazywać te uczucia synkowi 🙂

    • Najfajniej jest uczyć się od rodziców tego typu uważności, fajnie, że tata choć trochę zaszczepił ją w Tobie. Trzymam kciuki, że i Twój syn przejmie po Tobie tę wrażliwość dla tych budynków! 🙂

  • Mnie w starych budynkach najbardziej fascynuje ta dbałość o najmniejszy szczegół, gdzie nawet poręcz od schodów jest fikuśnie zdobiona. Ale są też inne stare budynki, które są intrygujące, choć nie są piękne, a mieszkanie w nich jest nieco uciążliwe. Głównie względu na złej jakości materiały, z których zostały zbudowane. Ale to są domy z duszą.

    Jestem dziewczyną, której mama tłumaczy, że z racji pochodzenia i miejsca zamieszkania jestem ślązaczką – to jest śląsk opolski. Mieszkamy w historycznej dzielnicy miasta, której kronika sięga 1300. Do miasta należymy od lat `50 ubiegłego wieku, wcześniej Groszowice były wsią. Niedaleko mojego domu rodzinnego płynie Odra. to m. in. właśnie tam przebiegała linia frontu w czasie II WŚ. Moja rodzina mimo wszystko nie uciekła z domu. Pewnego dnia „w ścione dupła bumba!” jak mawiała moja Oma (nie prababcia, tylko Oma, tak się u nas mówi 🙂 ) Kula, pocisk, „bomba”, zwał jak zwał, lecz uderzyła ona w ścianę naszego domu, która się zawaliła. Później moja rodzina ją odbudowała i od tej pory to była najtwardsza ściana w naszym domu gdzie zawsze był problem z wierceniem, podczas, gdy reszta sypała się piachem i wapnem 🙂

    Tak…stare budownictwo nie musi być tylko piękne wizualnie. Bo brzydki domek potrafi nieść za sobą ładną historię.