Wyobraź sobie, że siedzisz w jakieś kawiarnii, jesteś zajęty piciem nawet niezłej kawy, ale w sumie wziąłeś ją tylko dlatego, bo widziałeś, że wszyscy ją piją. Nagle przysiada się jakiś człowiek, zabiera Ci tę kawę i z energią eksperta-pasjonata zaczyna opowiadać o tym dlaczego jest ona tak niedobra.

To właśnie jest Adolf Loos i jego wykłady o architekturze.

Kawa jest tutaj metaforą naszych wyobrażeń na temat architektury, sztuki, czy projektowania. Jest metaforą schematów, którymi posługujemy się każdego dnia, gdy rozmawiamy lub piszemy, na ten przykład o architekturze. Ów mężczyzna, który bez ceregieli wziął kubek Twojej kawy i niemalże wylał za fotel, a potem wyjaśnił dlaczego jest niedobra, to Adolf Loos.

Jestem parę dni po przeczytaniu zbioru jego esejów „Ornament i zbrodnia” które częściowo pozwoliły mi poznać światopogląd i wartości jakimi kierował się ten człowiek. Unikając zbędnej kokieterii mogę zaryzykować stwierdzenie, że w pewien sposób była to osoba, która urodziła się w złej epoce.

Był Austriackm architektem z XIX wieku, jednym z pionierów modernizmu, człowiekiem w pewien sposób odpowiedzialnym za to jak powstają nam współczesne, najnowocześniejsze budynki. Tak, pisał w XIX wieku i do dziś prawie wszystko co napisał jest jak najbardziej aktualne.


Ah! Adolf Loos i siła jego wizjonerskich koncepcji!


Tylko właśnie…to był wizjoner, którego rozumiała jedynie garstka, tylko nieliczni, tacy jak na przykład Walter Gropius, założyciel Bauhausu. Nie miał nigdy szansy wykazania się. Koncepcje, które proponował były zbyt nowoczesne, zbyt sprzeczne z konserwatywnymi, kurczowo trzymającymi się secesji Wiedeńczykami.

To w pewnej chwili robiło się przykre, gdy czytałem choćby o budowie jego najsłynniejszej budowli, „Looshaus” (albo inaczej „domu przy Michaelplatz”) i o perypetiach z policją i urzędnikami. Wyimaginujcie sobie, że w pewnej chwili budowa tego budynku została zablokowana przez policję, bo jego fasada zbyt mocno odbiegała od „normy” jaka panowała wszędzie indziej!

Adolf Loos

Goldman & Salatsch Building. Image © Wikimedia user Thomas Ledl licensed under CC BY-SA 4.0

Adolf Loos wspomina, że omal nie przypłacił życiem tego incydentu, bo bardzo podupadł na zdrowiu przez emocje związane z tą sytuacją. Z drugiej strony – regularne krytykował urzędników i cały światek architektoniczny w swoich przemówieniach i esejach, więc trudno się dziwić, że rzucano mu kłody pod nogi.

Człowiek ten postawił raptem kilka budynków, zaprojektował nieco więcej wnętrz i podobno był kiepskim rysownikiem (co ciekawe – w jednym z esejów gorąco przekonywał, że dobry architekt wręcz nie powinien być dobrym rysownikiem).

O jego sile świadczy jednak szalenie rozległa wiedza teoretyczna w temacie architektury, wnętrz, sztuki i obeznanie z rzemiosłem. Konsolidacja tego wszystkiego pozwoliła mu kreować absolutnie wizjonerskie i niespotykanie podejście do wspomnianych zagadnień.

Czytając tę książkę czułem jej energię i pewność poglądów, która z niej biła. Czułem zapał, gorącą wiarę w podejście do architektury i życia jakie promował Adolf Loos. To absolutnie niespotykane, aby książka przemawiała tak donośnym głosem!


Porównałbym to do słuchania opowieści z ust wyśmienitego gawędziarza – siedzisz oniemiały i łakomie połykasz każde kolejne słowo.


Czuję aktualnie wielki szacunek do Loosa. W wielu aspektach bardzo się z nim utożsamiam, bliska jest mi jego wizja życia i tworzenia rzeczy. Czułem, że ten facet doskonale wie co chce powiedzieć, do czego zmierza – w pewien sposób chyba był mistrzem.


To była naprawdę wspaniała lektura i gorąco Was zachęcam zapoznania się z nią.

A jeśli już ktoś z Was czytał tę książkę, to jestem szalenie ciekaw Waszych wrażeń – opiszcie je w komentarzach!


Jeśli ten wpis Ci się spodobał, to udostępnij go znajomym przy pomocy przycisków na dole.

Polub również -> facebooka <- (codzienne inspiracje wnętrzarskie) oraz zaobserwuj na -> Instagramie

 <- (ładne zdjęcia starych budynków).

Możesz też do mnie napisać maila: janek@soczekpomaranczowy.pl